Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

ALASKA

Alaska to najcenniejszy ekologicznie obszar USA, są tam miejsca mniej zniszczone przez człowieka niż gdziekolwiek indziej w Stanach. Na tym niegdyś rosyjskim terytorium, ocalały jeszcze rzadko spotykane gatunki zwierząt, unikalne zalewiska wodne i stare drzewostany.

Prezydent Bush szybko dał się poznać jako niezbyt przyjazny dla idei ochrony środowiska naturalnego, dlatego niewielu się zdziwiło, kiedy przedstawił on pomysł wydobywania ropy naftowej i gazu ziemnego z obecnie chronionych zielonych terenów Alaski. Można tu przypomnieć, że Bush wcześniej obciął cześć rządowego budżetu niektórych gałęzi proekologicznych; zatwierdził budowę nowych wysypisk nuklearnych zabierając część pieniędzy z programów „oczyszczania” już istniejących wysypisk; zniósł rządową politykę niebudowania nowych dróg dla ciężarówek w Parkach Narodowych; poddał projekt mówiący, że ostateczną decyzję w spornych sprawach prawnych, w których stroną konfliktu jest jakaś agenda rządowa, będzie miał nie sędzia, lecz Minister Spraw Wewnętrznych. Więcej przykładów chyba nie potrzeba. Wszyscy zapewne wiedzą, że Prezydent Bush nie przedłużył moratorium na nieprowadzenie prób nuklearnych.

Prezydencką propozycję wydobywania ropy na Alasce przyjęli Kongresmani (izba niższa parlamentu USA), w kwietniu br. trafiła ona do Senatu. Generalnie wiadomo, że Demokraci zwykle są bardziej przyjaźni proekologicznym inicjatywom niż Republikanie, którzy mają większość w Kongresie i prezydenta. Dlatego też wśród ekologicznych ruchów panowało przekonanie, że Senat (większość mają Demokraci) odrzuci propozycję Prezydenta, co oznaczałoby koniec pomysłu. 16 kwietnia doszło do głosowania w Senacie, 8 Republikanów dołączyło się do Demokratów głosując za odrzuceniem prezydenckiej propozycji, podczas kiedy 5 spośród Demokratów głosowało za przyjęciem. W finale, Senat odrzucił propozycję głosami 54-46, co zostało określone jako znaczący cios w antyzieloną politykę obecnego prezydenta USA.

Bush nie dał za wygraną podając pomysł potencjalnego wykorzystywania obszarów zielonych, jako miejsc zatrudnienia, czyli pomoc w walce z bezrobociem. Innymi słowami – prezydent chciał, żeby przy rozpatrywaniu np. projektów wycinania starodrzewia z chronionych obszarów, uwzględniano na równi z ochroną środowiska (w wielu komentarzach użyto słowa „przede wszystkim”) potencjalne miejsca pracy. I ta propozycja została odzrzucona w Senacie. Chwilowo więc Alaska jest bezpieczna, ale czy będzie bezpieczna po następnych wyborach parlamentarnych, nie wiadomo.

z Kalifornii, Przemysław Sobański
Przemysław Sobański