Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

ARTYKUŁY NT NASZEGO ODŻYWIANIA SIĘ , IDEOLOGICZNY SPÓR O MIĘSO

ARTYKUŁY NT NASZEGO ODŻYWIANIA SIĘ
 IDEOLOGICZNY SPÓR O MIĘSO

Ostatnio ukazuje się w naszej prasie sporo artykułów o zdrowym odżywianiu się i o wegetarianizmie. Ponieważ jestem wegetarianką od przeszło 20 lat i założyłam Klub Wegetarian „Żyj i pozwól żyć innym”, który istnieje już 10 lat, więc można powiedzieć, że wiem co nieco na ten temat. Dziś spróbuję ustosunkować się do trzech artykułów:

„Zwierciadło” – (październik 2002) „Przyjaciel na talerzu. Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia – mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską”.
Mnie i moim koleżankom z Klubu bardzo podobał się ten artykuł, mądry, pełen życzliwości dla naszych mniejszych braci oraz demaskujący głupotę, bezmyślność i okrucieństwo wielu ludzi. Zacytuję kilka wypowiedzi pana Wojciecha Eichelbergera:
„Gdy 30 lat temu przestałem jeść mięso, poczułem wyraźną zmianę. Stałem się bardziej wrażliwy, cierpliwy, rozumiejący”
„Niestety, to straszliwe cierpienie zwierząt staje się integralnym składnikiem kawałka mięsa, lądującym na naszym talerzu. Mięso zwierząt rzeźnych zawiera w sobie nie tylko ogromną ilość adrenaliny, ale także innych toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jaki przeżywają one na etapie hodowli, w transporcie i ubojni – jak to się teraz elegancko mówi. Zawiera też środki chemiczne, którymi karmione są zwierzęta, takie jak powodujące szybszy przyrost masy anaboliki i antybiotyki stosowane profilaktycznie przeciw epidemiom zwierzęcym.”
„Gigantyczna produkcja mięsa wpływa fatalnie na środowisko. Ogromne połacie lasów tropikalnych zamieniamy w pastwiska. Nie mamy już prawie czym oddychać, ale okazuje się, że potrzeba jedzenia mięsa jest dla nas ważniejsza niż powietrze. Odchody zwierząt hodowlanych zatruwają wody gruntowe i wydzielają ogromne ilości metanu. Przyczyniają się do powiększenia dziury ozonowej.”
„Ale istnieje ogromny nacisk lobby mięsnego. W tę dziedzinę przemysłu zaangażowane są ogromne pieniądze. Lekarze i instytuty naukowe produkują więc od dziesięcioleci dowody i informacje mające uzasadnić konieczność jedzenia mięsa. Wszystko to wygląda na rozpaczliwą próbę podtrzymania koniunktury i uspokojenia sumień konsumentów”.
Wojciech Eichelberger przyznaje, że w powzięciu decyzji przejścia na wegetarianizm pomógł mu tekst z książki Philipa Kapleau „Ochraniać wszelkie życie”: „Od setek tysięcy lat z mięsa duszonego w garnku sączy się wywar żalu i nienawiści, którym tak trudno jest położyć kres. Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się na świecie nieszczęścia wojen, wsłuchaj się w rozpaczliwy krzyk dochodzący z rzeźni o północy”.
Myślę, że książka Philipa Kapleau „Ochraniać wszelkie życie” miała i ma wpływ na zmianę sposobu odżywiania się wielu ludzi.
Drugi artykuł to „Zemsta kotleta czyli manifest wegetariański” Joanny Podgórskiej („Polityka” nr 9 (2287)).
To bardzo mądry, powiedziałabym mocny artykuł opisujący męki nieszczęsnych zwierząt przeznaczonych na pokarm dla ludzi, pokazujący (na zdjęciach) okrucieństwo chowu przemysłowego zwierząt. Artykuł jest długi i naprawdę warto go przeczytać w całości. Ja zacytuję tylko parę zdań:
„W Wielkiej Brytanii 4 tys. osób tygodniowo przechodzi na wegetarianizm. Także u nas dieta jarska staje się coraz bardziej popularna. Jedni odrzucają mięso, bo nie chcą mieć nic wspólnego z tym, co dzieje się w rzeźniach i na fermach hodowlanych, inni ponieważ są przekonani, że to zdrowa dieta, jeszcze inni kierują się motywacją ekologiczną, ponieważ przemysł mięsny degraduje środowisko naturalne. Ostatnio w związku z chorobą szalonych krów, pojawiła się jeszcze jedna grupa: wegetarianie ze strachu.”
Autorka cytuje Paula McCartneya: „Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa. Większość filmów kręconych ukrytą kamerą w rzeźniach pokazuje, że normy humanitarnego uboju według których zwierzę powinno być najpierw prawidłowo ogłuszone, są łamane.
Zdarza się, że żywe zwierzęta są obdzierane ze skóry i ćwiartowane. Każda taka relacja to horror: „Widziałam świnie niezdolne do chodzenia i stania na własnych nogach, zaciągane siłą do rzeźni, oraz okaleczone zwierzęta, które wlokły za sobą własne wnętrzności” – pisze w książce „Milcząca Arka” Juliet Gellatley, założycielka i szefowa organizacji Viva!
Na mięso zabija się 24 mld zwierząt rocznie. A rzeźnia to dla wielu z nich właściwie wyzwolenie po życiu, w którym od urodzenia skazane są na cierpienie. Świnie spędzają je w wąskich przegrodach, często przymocowane do podłogi metalową obręczą, bo każdy zbędny ruch to strata energii i wolniejszy przyrost wagi. Cielęta wkrótce po urodzeniu oddzielane są od matek, trzymane w ciemnych pomieszczeniach i doprowadzane do anemii, by ich mięso miało biały kolor. Kurczaki spędzają całe życie upchnięte po kilka do metalowych klatek, w których nigdy nie mogą rozprostować skrzydeł.”
Zaoszczędzę państwu dalszych opisów okrutnego traktowania zwierząt przez ludzi.
„Wegetarianizm etyczny nie jest bynajmniej niczym nowym. Jego geneza w naszym kręgu kulturowym wiązana jest ze szkołą pitagorejską. W starożytności Złoty Wiek Ludzkości kojarzono z jarską dietą. Pisał o tym Owidiusz. Wegetarianami byli między innymi: Sokrates, Platon, Hipokrates, Leonardo da Vinci, który nazwał ludzi jedzących mięso „chodzącymi grobami”, Wolter, Newton, Goethe, Tołstoj, Bernard Shaw, autor sławnego aforyzmu „Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie jadam swoich przyjaciół”.
Pani Joanna Podgórska dokładnie opisuje, jak bardzo niezdrowe jest mięso dla ludzi i jak złe są skutki jego jedzenia.
W rozdziale zatytułowanym „Dieta profesorska” pisze: „W Polsce przed laty wegetarianizm był wyklęty w oficjalnych publikacjach. Głównym hamulcem było środowisko medyczne, zwłaszcza starsi profesorowie, którzy nie zamierzali zmieniać poglądów, na wszelki wypadek woleli pacjentów wegetariańskich nastraszyć”.
Tu następuje opis wielu przypadków straszenia wegetarian, jakie to tragiczne dla ich zdrowia będą dalsze skutki nie jedzenia mięsa. Wielu lekarzy twierdzi, że dzieci muszą jeść mięso. Członkiem naszego Klubu jest doktor pediatra Ewa Selwa-Wasilewska, która ma dwoje pięknych i zdrowych dzieci, które nie jadły nigdy mięsa. Córka jest już studentką, wybitnej urody, a syn właśnie skończył ze świetnymi wynikami medycynę, a więc nie zaszkodziła im dieta wegetariańska.
Trzeci artykuł to „Wegetarianie kontra mięsożerni” – „Przegląd” nr 37 (143) pani Heleny Kowalik.
Znajdujemy tu słuszne i ciekawe wypowiedzi np.: „Polscy wegetarianie nie tylko nie mają rodzinnych tradycji, ale sami niezbyt dawno rozstali się ze schaboszczakiem.”
„Powoli i dosyć opornie wegetarianizm znajduje poparcie lekarzy. Dr Piotr Skubała, pracownik naukowy Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego, twierdzi że powszechne opinie środowiska medycznego, że białko roślinne trzeba bezwzględnie uzupełniać zwierzęcym, to efekty nieprawidłowej edukacji starszych dziś wiekiem dietetyków i lekarzy. Kiedyś tematu wegetarianizmu nie poruszano na studiach medycznych.”
Dziś można nadrobić te braki. W Internecie „British Medical Journal” opublikował w internecie wyniki badań jednego z instytutów lekarskich w Anglii, w którym obserwowano 6 tys. wegetarianów. Okazało się, że w porównaniu z mięsożernymi o 30% rzadziej cierpią na schorzenia układu krążenia i o 40% rzadziej zapadają na choroby nowotworowe”. Opublikowano też bardzo rzetelne badania prowadzone w Oksfordzie przez 13 lat. Diagnoza: mięso to przyczyna dolegliwości cywilizacyjnych, zwłaszcza raka, cukrzycy i chorób serca.”
„Cicho mięsożernych popiera Kościół katolicki. Na liście sekt opracowanej przez dominikanów znalazł się m.in. miesięcznik „Wegetariański Świat”. W wydanej przez zakon książce o tym, jak rozpoznać, że dziecko trafiło do sekty, autor wskazuje na ważny symptom – odmawianie jedzenia mięsa”.
Oddychamy z ulgą – całe szczęście, że palenie na stosach „sekciarzy” wyszło już z mody.
Jednak z wieloma wypowiedziami w tym artykule nie możemy się zgodzić. Wnioskujemy, że autorka tego artykułu miała pecha i spotykała wyjątkowo nietypowych wegetarian.
Po pierwsze znamy wielu wegetarian i nikt z nich nie ma anemii.
Następnie – nie rozgrzebujemy widelcem podanej potrawy, żeby zorientować się z czego się składa, by w końcu powiedzieć „ Nie jem niczego co ma twarz. ”. Gotujemy w domu sami, albo chodzimy do wegetariańskich barów. Jeśli jesteśmy gdzieś zaproszeni to po prostu pytamy czy np. w danej sałatce nie ma mięsa, lub śledzi – czyli czy jest wegetariańska.
Nie zgadzamy się ze zdaniem: „Demonstrują brak agresji, choć w gruncie rzeczy są apodyktyczni i nie skrywają przekonania, że wybrali słuszny i jedyny sposób na życie”.
Oczywiście uważamy, że wybraliśmy słuszny sposób na życie, gdybyśmy uważali że niesłuszny to przecież byśmy tego nie robili, to logiczne, ale co to ma wspólnego z apodyktycznością?
„Na zjadaczy krwiożerczych befsztyków patrzą z ledwo skrywaną pogardą, jak na troglodytów, którzy jeszcze nie rozumieją na czym polegają wyższe uczucia. ”
Prawdziwych wegetarian cechuje tolerancja.
Wegetarianie nie jedzą żadnych istot, które żyły, a więc nie tylko mięsa cieląt, krów, drobiu, ale nie jadają ryb, krabów, ślimaków itp. W związku z tym nie prawdziwy jest opis: „Jeśli jest ryba w galarecie, żelatynę pochodzenia zwierzęcego zastępują agarem”.
Zaskoczyły nas też podane ceny dań wegetariańskich: „Kotlety z kaszą gryczaną 26 złotych, tyle samo pierogi ruskie”.
Możemy tylko współczuć wegetarianom mieszkającym w Warszawie. Kraków jest o wiele łaskawszy dla wegetarian. Tu kilo ruskich pierogów można kupić za 13 złotych, a w barach wegetariańskich naprawdę świetny i obfity obiad można zjeść za 15 złotych.
Nie rozumiemy zupełnie zakończenia artykułu, muszę zacytować go w całości:
„Kamyk do wegetariańskiego ogródka wrzucił celnie Steven Davis, biolog z Uniwersytetu Stanowego w Oregonie. Usiłował obalić przekonanie wegetarianów, że są lepsi moralnie od pożeraczy steków i szynki. Davis nazywa to hipokryzją. Uprawom roślin, zwłaszcza soi, kukurydzy, czy pszenicy, zawsze towarzyszy śmierć małych zwierząt – chomików, zajęcy oraz królików – masowo ginących pod kołami maszyn rolniczych. Davis ujmując się za zwierzętami polnymi, których wegetarianie nie zauważają, określa takie postępowanie jako hipokryzję. ”
To jakiś absurd. To znaczy, że jeśli uprawia się rośliny jako pokarm dla zwierząt, (zjadanych potem przez ludzi) to nie giną masowo pod kołami maszyn małe zwierzątka?
Zakończenie artykułu jest dziwne: „Nie ma więc zgody i nie będzie. Bo wegetarianizm to nie tylko bezmięsne dania, to sposób na życie – wbrew pozorom agresywny. A agresja wywołuje agresję”.
Pytam na jakiej podstawie jesteśmy oskarżeni o agresję?
Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników ZB, nie tylko wegetarian.

Renata Fiałkowska
rys. Jarek Gach
Renata Fiałkowska