Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

BŁĘDNYCH KÓŁEK CZAD

Paradoksem paradoksów jest wypadek drogowy spowodowany przez mistrza kierownicy na zawodach mistrzów kierownicy.

Tłumaczenie mistrza, że na poboczu dla widowni nie powinno być widowni, a jeśli już była, to w tym miejscu nie powinno być wirażu, jest szczytem drogowej arogancji. Utytułowany, ozdobiony medalami i nafaszerowany synekurami mistrz kierownicy ominie każdą przeszkodę na torze, bo jest mistrzem. Czy przeszkoda jest umówiona czy przypadkowa, czy to słupek, czy to dupek, krowa czy nosorożec. Tak jak zwykły użytkownik szos ma obowiązek czynić to na codzień, w imię przepisów ruchu drogowego i prawa. Nikt nie ma pozwolenia na wjeżdżanie w ludzi, którzy znaleźli się niespodziewanie na drodze, tłumacząc się, że znaleźli mu się tam niespodziewanie. Zasada ograniczonego zaufania i nadzwyczajnej ostrożności, to mieć oczy nawet w dupie, jak mówią zwykli kierowcy. Trzeba zwolnić, hamulec, sprzęgło, redukcja, gaz i wejść w zakręt łagodnie. A jeśli ktoś śpieszy się po tytuł mistrza, to tym bardziej. A jeśli stojący za tym tytułem szmal ogranicza poczytalność mistrzów, to czy nie należałoby zweryfikować sens istnienia tego bezsensownego „sportu”? Albo to zawody na mistrza kierownicy, albo polowanie na żywe przeszkody?

Urok czterech kół to przekleństwo dorobieńców. Stojąc na zatłoczonych przystankach MPK, widzę codziennie te same zaczadzone oblicza za szybami stojącej na asfalcie blachy. Związki siarki i ołowiu paraliżują OUN (Ośrodkowy Układ Nerwowy), więc i wyobraźnię. Żaden posiadacz pieca, produkującego tę broń masowego rażenia nie zauważy, że tłok, w którym utknął, nie jest dziełem ślepego przypadku, lecz zaczadzonej inteligencji. Z całym szacunkiem dla przedsiębiorców, przewożących „koreańczykami” pożyteczną kapustę czy jodłowe wieńce, pozwolę sobie podpowiedzieć pozostałym, że gdyby nie wozili powietrza, to jechało by im się milej i z ulubioną prędkością, powyżej sześćdziesięciu.

Ambitni furmani odeprą moje zrzędzenia jakże jasnym argumentem, że jeżeli przesiądą się w rzadkie, leciwe fury Spółki MPK, to do celu nie dotrą wcale. Ten typ transportu ludzkiej masy jest już bardzo dobrze upakowany, zbyt dobrze nawet, bo co służy kiszonym burakom, szkodzi żywym.

Wiadomo także, jak na takie zbiorowe oświecenie zareaguje Spółka MPK, siłą administracji mierzoną już czterema cyframi. Klienci na przystanki, Spółka na asfalt, własnymi samochodami, na zakup których przeznaczy się firmowe dochody, bo przecież nikt ze spółkowiczów nie będzie tłoczył się ubogim, publicznym transportem. Nie po to robi się w spółkach.

Podziwiam uparty masochizm czterystu kółek tkwiących na zielonym świetle. Bo któryż z mistrzów asfaltu krzyknie w stronę niezmotoryzowanej hołoty, tkwiącej na przystanku:
– Do Huty jadę, wezmę trzy osoby!
– Na Kurdwanów..!
– Kto do Kleparza?
– Kto ma czyste gacie niech siada do mojego leksusa, jadę na Pcim!
Tak się to robi w Ameryce. Byłam, woziłam, byłam wożona.

Kraków postawiono dla furmanek i fiakrów, i pewnych rzeczy już się nie odwróci bez wyburzenia Krakowa. Ciasne uliczki dobre są dla mistrzów kierownicy, ale oni wolą ciasne góry. Tam nikt im nie przeszkodzi, bo pieszy ruch wstrzymują skutecznie przepisy ochrony przyrody i sankcje karne za ich przekroczenie. Dławi się przestronna Huta i przestrzeń między Krakowem a resztą świata. Tymczasem nasza motorykracja ma ambitny plan pokonania Ameryki pod względem ilości spalin, ale to nie te przestrzenie, nie te proporcje i kasa nie ta. Chociaż kino akcji amerykańskich podpowiada nam, że tam każdy pełnoletni człowiek jest posiadaczem samochodu, nawet czarny, nawet ułomny, nawet bezrobotny, tak jak u nas prawie każdy ma buty a niektórzy nawet całe kolekcje, to pozwolę sobie zauważyć, że Ameryka ma jeszcze inne zalety, na filmach akcji sypialnianych niewidoczne:
1. Przestrzeń, która mieści więcej kół i pozwala rozwijać prędkości zgodne z przeznaczeniem samochodu.
2. Odległości, które wymuszają pośpiech na zatrudnionych daleko od domu.
3. Ekonomistów, którzy zadecydowali o tym, że samochód ma być tańszy od drogiego obuwia.

No i Amerykanów jest więcej niż nas. Ropy nie przybywa a produkty jej zużycia ulatują do dziury ozonowej, przeto amerykańska logistyka kontaktów międzyludzkich przestawia się na internet, a to cudo techniki podlega trendowi minimalizacji, zatem tam zrobi się jeszcze przestronniej, niż w przywiślańskim kraju, który musi najpierw najeść się, struć a następnie ocknąć z obiema rękami w nocniku.

Gabriela Szmielik-Mazur
Prądnik Czerwony, wrzesień 2001
Gabriela Szmielik-Mazur