Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

CZY MOŻNA BYĆ POETĄ EKOLOGICZNYM? (PRÓBA OPISANIA NOWEGO ZJAWISKA W LITERATURZE POLSKIEJ)

Skomplikowana rzeczywistość, w której przyszło nam żyć, niesie ze sobą różne problemy, domagające się rozwiązania. Media usiłują nas uczyć, że ten typ zadań wykonują politycy. Spróbuję wykazać, że to poeci wyznaczają jednak ścieżki, które później zamieniają się w autostrady, po których mknie wyobraźnia, zapładniająca ludzi nowymi ideami. Poezja z polityką ma wspólną tylko pierwszą literę, i to liryka jest nauczycielką życia, a nie polityka.

Albowiem poeta, ten herold piękna, jak powiada Ralph Waldo Emerson w eseju Poeta: …jest osobą, który widzi i przeżywa to, o czym inni marzą. On przebiega całą skalę doświadczeń i, dzięki swej tytanicznej zdolności przyjmowania i udzielania wrażeń, jest przedstawicielem całej ludzkości. (…) Znakiem i listem uwierzytelniającym poety jest to, że ma on w sobie rzeczy, których nikt inny nie powiedział. (…) Tylko on przynosi nam coś nowego, bo on był obecny i wtajemniczony w zjawisko, które opisuje. On jest tym, który widzi idee i który wypowiada konieczność i przyczynę. Natura upewnia się, że poeta dochowa wierności swemu posłannictwu wieszczenia; tym bodźcem jest piękno świata, które raz objawione staje się pięknem nowym i wyższym. Natura daje poecie swe utwory jako język obrazów.
Ale jak to się wszystko zaczęło i dokąd może nas zaprowadzić? Czy rozważania Emersona mają odniesienie w poezji nazywanej ekologiczną? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania.
Poezja ekologiczna nie jest najszczęśliwszym terminem teoretyczno-literackim. Używać go będę w znaczeniu roboczym, co chciałbym podkreślić. Definicji nie stworzyli jej twórcy, ani badacze literatury. W tym stadium rozwoju tego nurtu chciałbym jedynie zasygnalizować nowe zjawisko w poezji polskiej, opisać jego najbardziej charakterystyczne cechy. Mimo krótkiego okresu istnienia zawiera już w sobie elementy wyczerpania lub, mówiąc inaczej, skierowuje nasz wzrok w inną stronę: w głębsze regiony ducha, w stronę poezji medytacyjnej. Mamy zejść nie tyle do wnętrza ziemi co – siebie.
O liryce ekologicznej – lub mówiąc inaczej – inspirowanej ekologią, można mówić od początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to zaczęła być publikowana na łamach prasy ochroniarskiej. (aczkolwiek pojedyncze wiersze Oszeldy, Frąckiewicza, Milewskiej, Szczepańca powstawały już w latach osiemdziesiątych, to opublikowane zostały dopiero w następnej dekadzie). Regularnie poezję ekologiczną zamieszczały: ZB, Dzikie Życie, Rosynant oraz inne pisma. W r. 1995 nurt ten został udokumentowany antologiami poetyckimi Z ziemi moja radość. Antologia poezji ekologicznej i Baśń czereśniowa. Duchowa poezja ziemi, opracowanymi przez Gabrielę Morawiecką dla Wydawnictwa „Zielone Brygady”. W pierwszym zbiorze publikowało trzydziestu ośmiu autorów, których dorobek literacki został przedstawiony bardzo skrótowo. Chodziło o pokazanie nowego zjawiska, a nie poszczególnych twórców. (Zadanie to podejmą później inne wydawnictwa). Tylko kilku z nich wydało wcześniej swoje książki. Dla większości był to debiut. Ducha zbioru dobrze oddaje wiersz Jagody:

W MOICH GÓRACH
W moich górach
echo odbija się od martwych szkieletów drzew
ptak przemyka chyłkiem jak złodziej
kwaśny deszcz zabija resztki życia
kałuże po wiosennej ulewie mają kolor siarki
słońce przegląda się w butelkach i puszkach
wiatr bawi się w rozrzucanie kolorowych papierków
Skałę na której stoję otaczał kiedyś las…
las umarł… Kto będzie NASTĘPNY?

Drugi wybór twórczości poetyckiej przynosi utwory szesnastu twórców, z których czterech miało na swoim koncie przynajmniej jedną książkę poetycką, sześciu publikowało w prasie swoje liryki i tylko dla czterech był to debiut. Ta poezja – pisała Gabriela Morawiecka – powraca do początków, sięga po prastare symbole jak ogień czy woda, buduje za ich pomocą na nowo więź, łączącą człowieka, dzieło Natury, z samą Naturą. Jest to ekscerpcja znacznie ciekawsza w lekturze i przynosząca oryginalne koncepty literackie, np. próby odtworzenia pieśni Słowian przez Antoniego Wacyka. Uwagę zwracają również wiersze Igora Strapko, Artura Urbańskiego, Erwina Kruka, Grzegorza Kozłowskiego, czy w mniejszym stopniu, przerafinowane i stylizowane na barokową twórczość, Jacka Piwowskiego. Wiersz Erwina Kruka jest reprezentacyjny dla całej antologii:

NIEBO, ZIEMIA
Nie bój się.
To bezbronne
Niebo się zatraca
U twych stóp.
nie broń się.
To ziemia wraca,
Przytula się
do twych ust.

Pisała autorka antologii: Przyroda jest wręcz stworzona dla liryki, iluż wielkich i pomniejszych poetów opisywało ją przez całe wieki… (…) Poeci wciąż piszą o przyrodzie, lecz z coraz większym przerażeniem. Prawdziwi miłośnicy pięknych pejzaży opisują obrazy zniszczenia. Pozycje te przynosiły zróżnicowany obraz zdrowej liryki. Łączy je żywe zaangażowanie w opisywane problemy i najczęściej tradycyjny warsztat poetycki (liryka opisowa, refleksyjna, sentencja, satyra, dramat poetycki), aczkolwiek niektórzy poeci sięgali np. po haiku.
Poezję tę odróżnia od wierszy, najogólniej mówiąc, opisujących antropocentryczne przeżywanie natury, dostrzeżenie zagrożeń cywilizacyjnych: tych wyimaginowanych i rzeczywistych oraz umieszczenie ich w szerszej, aksjologicznej perspektywie. Podkreślić też trzeba dwutorowość rozwoju tego nurtu, zaznaczoną dwoma odrębnymi antologiami: duchowy i ekologiczny.
Narodziny prądu można niewątpliwie wiązać z rozwojem ruchu zielonych na początku mijającej dekady, który wtedy dynamicznie (a dziś rachitycznie) zaczął rozwijać się po zmianie ustroju. Podejmowane przez jego uczestników działania często znajdowały swój wyraz w utworach literackich. To raz, a dwa – obudzona została nowa wrażliwość, dotychczas nieobecna w tej formie nie tylko w polskiej poezji, ale i filozofii. Prace Skolimowskiego, Naesa czy Leopolda, żeby wymienić tylko najbardziej znanych przedstawicieli etyki środowiskowej, były i są pożywną glebą, na której kiełkują całkiem udane tomiki poetyckie.
Ekoetyka – pisze Joanna Hańderek w omówieniu pracy I. St. Fiuta Ecoetyka. Kierunki rozwoju aksjologii współczesnej przyjaznej środowisku” – ukazuje przejście z tradycyjnego pojmowania przedmiotu moralnego jako człowieka na ujmowanie przedmiotu moralnego jako człowieka rozszerzonego na inne byty: przyrodę ożywioną i nieożywioną. Wiąże się to z nowym aksjologicznym podejściem do przyrody. Już nie jest ona tylko nośnikiem wartości piękna, które mogło jedynie służyć do artystycznej kontemplacji i zostać zinstrumentalizowane przez człowieka. W nowej orientacji aksjologicznej element piękna jest istotnym, ale nie jedynym. I tak przyroda, szeroko rozumiana natura, jest nośnikiem wewnętrznych wartości takich jak: piękno, dobro, tożsamość, istnienie – słowem – wartości których nie można bezpodstawnie naruszyć ani unicestwić.
Za patrona kultury ekologicznej, a co za tym idzie także poezji ekologicznej, uważa prof. I. St. Fiut Bohdana Ihora Antonycza. Podmiotem lirycznym jego wierszy jest przyroda, ujmowana niezwykle zmysłowo. Najważniejszym składnikiem przekazu poetyckiego jest obraz samotnego wędrowca, niechętnego współczesnej cywilizacji.
Wspomnieć trzeba o prekursorach tego nurtu, w których twórczości są obecne wątki, jakbyśmy dziś powiedzieli, proekologiczne, a są to m.in.: Gerard Manley Hopkins (Drzewa w Binsey, ścięte w 1879 roku), Rainer Maria Rilke (Czarna pantera), Guillame Appolinaire (Lew), perski poeta Adonis, angielscy i amerykańscy poeci lat sześćdziesiątych (zwłaszcza Jefferson), przyswajani polszczyźnie najpierw przez Miłosza. Wymienić tu też trzeba wiersze Thomasa Mertona (np. Pierwsza lekcja nauki o człowieku).
Osobną pozycję zajmuje literatura Indian Ameryki Północnej. Publikowana w Tawacinie, następnie w tomikach poetyckich (np. William Lang Miękki deszcz), kilku antologiach (Tylko Ziemia przetrwa, Mała antologia dawnej i współczesnej literatury Indian Ameryki Północnej) oraz osobnym numerze Literatury na świecie. Stała się bardzo ważnym źródłem inspiracji dla młodych twórców.
Spośród polskich poprzedników wymienić trzeba: Cypriana Kamila Norwida (utwór XXIV z Vade – mecum Sieroctwo), Bolesława Leśmiana (Koń), wiersze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (O wróbelku,Wierszyk o wronach, Na śmierć motyla przejechanego przez samochód), Papuszę (Ziemio moja, jestem córką twoją), Tadeusza Śliwiaka (Ryba), Agnieszkę Osiecką (Kwiaty cięte są święte, Grajmy Panu), piosenki Jacka Kaczmarskiego (Wodospad, Morze, Przeczucie), Juliana Kawalca (Przeczucie), Zbigniewa Herberta (Do rzeki), Wisławę Szymborską (Tomasz Mann, Tarsjusz, Szkielet jaszczura, Psalm, Widziane z góry,Przemówienie w biurze rzeczy znalezionych, Eksperyment, Powrót ptaków, Zdumienie), Edwarda Stachurę czy Jerzego Harasymowicza. Myślę tu zwłaszcza o jego ostatnim zbiorze wierszy W Botanicznym wiersz ZEN. Na końcu wspomnieć trzeba Wojciecha Niedziałka, prekursora socjologii turystyki, którego twórczość literacka, publikowana z rękopisów po śmierci autora, wzbudza bardzo duże zainteresowanie. Co ważne; poezje te były w większości publikowane na łamach czasopism ekologicznych, obok wierszy twórców ekologicznych.
Spora część tekstów, powstałych do 1995 r., balansuje na granicy poezji publicystycznej, niektóre są wręcz doraźnymi utworami, powstałymi jako protest przeciw konkretnym zjawiskom, mającym negatywny wpływ, zdaniem autorów, na naturę. Pisał Maciej Naglicki: Zdecydowana większość dzieł nazywanych ekologicznymi to mniej lub bardziej doskonałe wiersze opiewające piękno przyrody, pejzażu, etc. Rzadko pojawia się w pełni wyartykułowane zagrożenie. Rzadko też owe motywy stają się tłem dla podmiotu – człowieka. (…) Autorzy mają świadomość humanistycznych aspektów ekologii. Często bowiem otoczenie jest odnośnikiem doznań, przeżyć człowieka – niepokojów, ale także miłości. (…) Jeśli nie umknie jeszcze człowiek jako jednostka, indywidualność – to wypadkowa tych aspektów da efekt również w postaci dobrej, ponadczasowej, nie publicyzującej poezji.
Udało się to kilku poetom średniego pokolenia. Po r. 1995 można mówić o pojawieniu się kilku ciekawych indywidualności twórczych. Myślę tutaj zwłaszcza o Aleksandrze Jasickim i jego szczytowym osiągnięciu, tomiku poetyckim Wnyki bieszczadu, Jerzym Oszeldzie i Krzysztofie Agamsie. (Bardzo interesująca liryka filozoficzna Henryka Skolimowskiego to temat na odmienny artykuł, domagający się odrębnego opracowania, ze względu na swoje różnorakie implikacje).
Aleksander Jasicki od lat jest strażnikiem przyrody i działaczem organizacji ekologicznych, laureatem wielu konkursów literackich, jak również autorem pięciu poczytnych książek poetyckich, z których dużą popularnością cieszy się zbiór Z kulą u nogi, ze względu na ekologiczne przesłania. Alicja Zemanek mówiła o bieszczadzkim tomiku: Zbiór wierszy ma charakter notatnika z wędrówek po lasach i połoninach (…) [Autora] na ogół nie interesuje liryczny opis krajobrazu. Atakuje góry, drzewa, a nawet spokojne baranki chmur swoją gwałtowną prowokacyjną poetycką wizją. (…) Mocna i klarowna metafora jest narzędziem, którym poeta zmusza dziki krajobraz, pierwotny „bieszczad” do uległości. W chwilach wolnych od roli demiurga przekształcającego świat, autor skromnie przygląda się drzewom, chmurom, upływającym porom roku… Dodać trzeba, że utwory Wnyków bieszczadu pisane są bardzo interesującym językiem poetyckim: autor sięga do polszczyzny wielonarodowej niegdyś Rzeczypospolitej, dziś – mówi dalej Zemanek – gniazdującej już tylko, na podobieństwo rzadkich ptaków, na jej wschodnich granicach. (…) A więc spotykamy tu berehy, czyli niewielkie wzgórza, górskie hrebenie (grzebienie), wznoszące się nad dołynami (dolinami), w czasie suszy pojawia się propastnyk wywołujący deszcz, a nocą wychodzi ze swej nory staropolski jaźwiec (tym słowem określano niegdyś borsuka).” Reprezentacyjnym wierszem ekologicznym Jasickiego jest utwór z tomiku „Kochałeś Abla?.

NIE CHWAL DNIA PRZED PSA UŚPIENEM
nie chwal dnia
przed mordem przyjaciela
weź go na smycz rozsądku –
zbrodnia dojrzewała w mrozach twego ciała
nie chwal dnia przed zbrodni dojrzeniem
księżyce po to będą
abyś mógł wyć do nich
z głową ściśniętą miedzy kolanami
i ściskał w zębach ich blaszane miski
i dzwonił o nie zębami
ale najpierw
zagwiżdż na śmierć
biały kitel
z pewnością szczepiony na wrażliwość
dawką snu uśmierzył noce pełne egzem –
miękkie łapy i oczy mokre miał strach
zimnym nosem nas śmierć obwąchała
potem
były noce
zapchlone od łez
do dziś
tęskni suka sąsiadów

Jerzy Oszelda, autor debiutanckiego zbioru wierszy Modlitwa do drzewa oferuje czytelnikowi niebanalne przeżycia estetyczne. I. St. Fiut tak pisał o jego poezji: Oszelda uprawia najszlachetniejszą sztukę pisania o wydźwięku nauki ekologicznej, nawiązującą do rodzimych trendów w literaturze, podejmowanych już przez Juliana Kawalca, Henryka Skolimowskiego, zaś w refleksji filozoficznej przez Juliana Aleksandrowicza. I dalej: Twórczość ta wyraża pewną antyczną mądrość człowieka, obecną już w myśli Heraklita, Sokratesa, a obecnie tak bardzo mocno podkreślaną przez Konrada Z. Lorenza, że człowiek nie może być sobą bez harmonijnego współżycia ze światem; że jego zachowanie jest podstawowym obowiązkiem moralnym; powinnością ugruntowaną w nas tak mocno jak porządek nieba gwiaździstego nad nami. Liryka ta jest próbą stworzenia sakralności kosmicznej – jak pisze Mircea Eliade w „Dzienniku”, która rodzi się nie tylko z lirycznej kreacji i filozoficznych przemyśleń, ale przede wszystkim ze współodczuwania z naturą. Motywem przewodnim w tomiku jest symbol drzewa oraz stosunek ludzi do niego. Figura ta powraca w wierszu Chipko, obejmij drzewo; ludzie są gotowi dobrowolnie oddać swoje życie w obronie tropikalnego lasu. Poezja ta wyraża harmonię przyrody i współodczuwającego z nią człowieka: przyjaźń nasza / jest jak drzewo w wierszu Drzewo i wiatr. Oszelda wyraża doświadczenie przyrody dostępnym wszystkim językiem. Tak pisał o tym w jednym ze swoich najbardziej znanych wierszy:

MODLITWA DO DRZEWA

zdroweś drzewo
łaskiś pełne
wiatr z tobą
błogosławioneś ty
i błogosławion
owoc żywota
twojego
święte drzewo
Matki Ziemi
módl się za nami
niewiedzącymi
teraz i w godzinie
śmierci naszej
tlenu naszego powszedniego
daj nam dzisiaj
i nie wódź nas na pokuszenie
ale nas zbaw
od Złego Ego

Liryka ekologiczna spotkała się również z polskim haiku i tanka, gatunkami japońskiej poezji zwróconej ku przeżywaniu natury, dobrze już zadomowionym w rodzimej poezji, co szczególny wyraz znalazło w twórczości Krzysztofa Agamsa, autora dziewięciu publikacji poetyckich, w tym dwu tomowego Haiku alla Polacca i interesującego zbioru wierszy „Chorał kniei”. O jego wierszach pisał Ryszard Kapuściński: Poezja Krzysztofa Agamsa wzrusza mnie – jest w niej klimat i powracająca ciągle refleksja, zaduma, ta niezmiernie cenna chwila zdystansowania się od otaczającego nas zgiełku, moment, błysk czasu pozwalający na skupienie się i zamyślenie… Penetracja świata przyrody to, wydawałoby się, bezpieczny temat. Ale to złudna nadzieja. Dramat natury poddanej antropopresji wymaga nowego języka poetyckiego. Poszukiwania prowadzone są w różnych kierunkach. W przypadku autora „Chorału kniei” można mówić o odnalezieniu ciekawej drogi wierszowej; literat odwołując się do klasycznych wzorów haiku japońskiego i chińskiego stworzył specyficzną odmianę tego gatunku; słychać w nim głosy poezji staropolskiej. Poszukiwania literackie autora dotyczą Puszczy Białowieskiej. Knieja to, jak podaje Słownik języka polskiego – wielki, gęsty las, w którym przebywa zwierzyna. Chorał natomiast jest to „uroczysty śpiew kościelny”. Tomik ten jest więc podniosłym śpiewem, sławiącym wielkość „Królowej Polskich Puszcz”. Jego ważność polega na zatrzymaniu, niczym na poetyckim zdjęciu, obrazu puszczy, jakiej już nie ma. Brak tu scen zrębów zupełnych, niemniej zagrożenie istnieje, jest wyczuwalne. I choć trwa pamięć, siekiera drwala została już przyłożona do prastarych pni. Uwaga piewcy skupia się jednako na kropli wody i dostojnym żubrze. Wszystko jest istotne. Trwa moment wieczny. Główna myśl zbioru wydaje się następująca – piękno eksplorowanego lasu może już wkrótce pozostać tylko na kartach książki. Usunięcie kolejnego drzewa jest umniejszeniem każdego człowieka. A tak pisze o tym Krzysztof Agams:


Kirkuty leśnych
olbrzymów okryte
całunem zimy

Próchnieją lasy, schną
rzeki, dąb trwa w
samotności

Z jedwabistej
przędzy korowódka tka
atłasowy glob

Poezja ekologiczna umiejętnie wyważa drzwi sztuki poprzez awangardowe podejście do formy oraz języka wiersza, i otwiera je w umyśle czytelnika niebanalną treścią. To właśnie jest najbardziej interesujące w tych trzech propozycjach poetyckich; poszukiwania liryczne prowadzone są równolegle na płaszczyznach – filologicznej i poetyckiej. Ich spotkanie daje znakomity efekt, stwarza nową wrażliwość. I jeśli często utwór ma niedostatecznie określony sens – to warto przypomnieć sobie, co mówił Kawafis w Ars poetica – [wiersz] jest sugestią myśli, [które] mają być powiększone przez przyszłe pokolenia albo już przez współczesnych czytelników: Platon mówił, że poeci wypowiadają wielkie treści, których sami nie są świadomi.
Po okresie intensywnego zainteresowania ruchu zielonych tą formą ekspresji pisarze (Jasicki, Badowska, Ostrowski i in.) sięgający po ten gatunek znaleźli się w polu zainteresowania profesjonalnych wydawnictw. Wynikało to z faktu, że ekolodzy woleli przykuwać się do drzwi ministerstw niż do umysłów czytelników, czyli potencjalnych sojuszników. Ta polityka doprowadziła do marginalizacji stowarzyszeń ochroniarskich (w Niemczech członkowie partii Zielonych mają swoich przedstawicieli w rządzie, w Polsce ekolog trafił do humoru krzyżówkowego) i pojawienia się wątków ekologicznych w sztuce twórców nie posiłkujących się filozofią środowiskową, mających niewiele lub nic zgoła wspólnego z organizacjami ekologicznymi. Co poezji wyszło na dobre.
Początkowo publikowana w prasie o zielonej orientacji, ostatnio zdobywa sobie łamy ogólnopolskich magazynów literackich. Bloki poezji ekologicznej publikują zeszłoroczny Nowy wiek nr 2/1999 (Mariusz Parlicki, Agnieszka Domosławska, Marzena Dąbrowa-Szatko, Dariusz Fijałkowski i Eryk Ostrowski) i tegoroczny „Koniec wieku” nr 14-15/2000 (Helena Gordziej, Hanna Wietrzny, Stanisław Gola, Henryk Skolimowski, Wojciech Kawiński, Aleksander Jasicki, Wanda Łomnicka-Dulak, Jerzy Harasymowicz). Co ciekawe, bez wsparcia teoretycznego. Można to interpretować dwojako: albo ten rodzaj poezjowania jest już tak zadomowiony w świadomości czytelników, że nie potrzebuje wsparcia piór krytyków albo wręcz przeciwnie, ona jeszcze się nie narodziła i jest dopiero tworzona (w recenzjach, wywiadach, wypowiedziach autorów). Przypomina to wystawianie w witrynie sklepowej nowego towaru i oczekiwanie, czy zaakceptują go czytelnicy. Duży to komplement, ale i wyzwanie dla liryki ekologicznej. Rzadko promuje się coś w ten sposób, gdy ten rodzaj sztuki dotyka nas bezpośrednio. Wszyscy jesteśmy zainteresowani zrównoważonym rozwojem. Zaryzykowałbym twierdzenie, że sztuka ta przede wszystkim pomaga tworzyć wspomnianą nową wrażliwość. Ktoś, kto jest wyczulony na cierpienie przyrody raczej nie skrzywdzi człowieka.
Co ciekawe, wątki ekologiczne najciekawszy wyraz znajdują w dziełach osób parających się innym rodzajem działalności niż ekologiczna. I z tego typu twórczością trzeba wiązać nadzieję na stworzenie oryginalnego wkładu w poezję polską dwudziestego pierwszego wieku. Wspomnieć trzeba tutaj o Barbarze Paluchowej i wierszu: Ręce, jak również o Wandzie Łomnickiej-Dulak. Myślę tu o jej utworach: …biała kartka papieru oraz Pieśń z jarzębinowego szlaku, jak również o wierszu Marka Basiagi Ewangelia drewna. Rym wiersza – pisał Emerson – powinien być nie mniej wdzięczny, niż regularnie następujące po sobie skręty muszli lub zgodność w zmiennej rozmaitości pęku kwiatów. Parzenie się ptaków jest sielanką, ale nie tak nudną, jak nasze sielanki. Burza dziką odą bez fałszywego patosu i napuszoności; lato wraz z siewami i żniwami – poematem epicznym o wielu pieśniach, przedziwnie wykończonych. Dlaczego symetria i prawda, które modelują tamte rzeczy, nie miałyby się przelewać w naszą duszę, a my nie mielibyśmy uczestniczyć w wynalazczości natury. A że jest to możliwe świadczy wiersz Łomnickiej-Dulak:

PIEŚŃ Z JARZĘBINOWEGO SZLAKU
W przestrzenie świerków
splecione z wytrwałością kosówki
halny rzucił korale
zamoczone w zorzy
odtąd wrześniowy krajobraz
powleczony werniksem mgły
szumem potoków
i zmęczeniem ścieżek

Trudno wyrokować o dalszych losach tego nurtu. Najbardziej utalentowani jego przedstawiciele równolegle z podejmowaniem wątków ekologicznych uprawiali, żeby użyć określenia Wiesława Pawła Szymańskiego, poezję myśli. I w tym kierunku zapewne się zwrócą. J. Oszelda mówił w jednym z wywiadów: „W istocie <Modlitwa do drzewa> może stać się przewodnikiem w pozbywaniu się złudzeń i osiąganiu wyzwolenia, właśnie wyzwolenia od <Złego Ego>.
Nie wróżę mu przekształcenia się w osobny gatunek poetycki, gdyż jego filozoficzne implikacje w założeniu zawierają więcej, niż może unieść wiersz ekologiczny. Część twórców pozostanie zapewne przy poezji stricte ochroniarskiej, co widać zwłaszcza w wierszach Wardy czy Badowskiej. Inni będą zasypywać przepaść pomiędzy człowiekiem a naturą, idąc śladem wskazań Miłosza, który radził aby najpierw zrozumieć język dębu. Chodzić im będzie o zrozumienie istoty tego języka, o porozumienie i zrozumienie. Bo poza wszystkim innym utwory te walczą o konkretne wartości w świecie bezideowym. Stają się poezją, rozwijającą twórczo myśl Miłosza, która chce ocalać już nie tylko ludzi i narody, ale całą naturę. Bo, jak pisał Jarosław Klejnocki, przywołując myśl Piotra Śliwińskiego: …już tylko współczesna poezja toczy jakiś poważniejszy dyskurs w kulturze; wokół niej jest rynek i wrzaski przekupniów. Liryka ta spełni swoje zadanie jeśli okaże się trampoliną do stworzenia w literaturze polskiej nurtu nie będącego li tylko popisem i wygłupem, który poezję brulionową odeśle na watowskie cmentarzysko księgozbiorów i zwróci uwagę na sztukę, inspirowaną szeroko rozumianymi wartościami.

Robert Drobysz
Nowy Sącz, sierpień 2000

Powyższy tekst został wygłoszony na „Wrzosowisku”, I warsztatach poetyckich Klubu Literackiego „Sądecczyzna”, które odbyły się 13.8.2000 w Piwnicznej Zdroju, ukazał się też w „Akancie” nr 4/2001 (www.akant.telvinet.pl, akant@akant.telvinet.pl).
Robert Drobysz