Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

CZY POTĘGĘ NARODU MOŻNA ZMIERZYĆ WSKAŹNIKAMI GOSPODARCZYMI?

Obecny premier Kanady, Jean Chretien, przywódca federalnej Partii Liberalnej (zwanej często „naturalną partią przewodnią Kanady”) niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że obywatele, którym nie podobają się wysokie podatki, mogą po prostu wyjechać. Często powtarza, że na Indeksie Rozwoju Ludzkiego ONZ (HDI) Kanada figuruje jako państwo, w którym żyje się najlepiej. Jest to oczywiście zależne od osobistego punktu widzenia.

Kanadę trudno rzecz jasna uznać za najlepszy kraj na świecie, przynajmniej, jeśli chciałoby się kierować miernikami ściśle finansowymi i ekonomicznymi. Dla większej części klasy średniej i robotniczej podatki są o wiele za wysokie, zaś usługi świadczone przez państwo opiekuńcze nie każdemu wychodzą na dobre. Za to dla elit biurokratycznych i urzędniczych oraz kadry kierowniczej wielkich firm Kanada faktycznie stanowi ziemię obiecaną. Jest również względnym rajem dla tzw. grup specjalnej troski (np. kolorowych mniejszości), objętych państwowymi i korporacyjnymi inicjatywami równości praw, którym przy innych układach przyszłoby zapewne stawić czoła egzystencji o wiele trudniejszej.

Nie chodzi jednak tylko o argumenty stricte ekonomiczne. Zarówno tradycjonalistyczni patrioci, jak i myśliciele socjaldemokratyczni pewnych odłamów nie zgadzają się, żeby do oceny danego kraju służyć miały kryteria wyłącznie finansowe. Obrońcy Kanady często zwracają uwagę, że jest to państwo przyjemniejsze i spokojniejsze niż Stany Zjednoczone: większy poziom zabezpieczeń socjalnych, opieka zdrowotna dla wszystkich, niższa przestępczość, czystsze miasta itp. Typowo lewicowe apologie Kanady ignorują jednak fakt, że korzystny charakter tego kraju wynika raczej z długotrwałej tradycji konserwatyzmu społecznego, która istniała na długo przed l. 60.

Trzeba przyznać, że Kanada jest swego rodzaju wyjątkiem na skalę światową. Wskutek działania wielu złożonych czynników stała się ona najbardziej „postmodernistycznym” (lub „hipermoder¬nistycznym”) państwem na Ziemi. Nazwano ją wręcz „pierwszym narodem międzynarodowym”. Chodzi o to, że Kanadzie trudno byłoby pokusić się o stworzenie równości panującej w państwach opiekuńczych Europy. Teoretycy socjaldemokratyczni, którzy bagatelizują rolę kultury i historii, jakby zapominali, że państwa europejskie są pod względem cywilizacyjnym i etnicznym dość jednorodne, posiadając co najmniej kilkuwiekową wspólną historię. Nie sposób nawet marzyć o państwie dobrobytu na modłę europejską w coraz bardziej heterogenicznym społeczeństwie, w jakie zmienia się Kanada. Równość o wiele łatwiej osiągnąć w krajach dość jednorodnych i zwartych.

Kraje europejskie, poddawane silnym wpływom socjaldemokratycznym i działaniu polityki etatystycznej, charakteryzują się licznymi cechami, które – w oczach tradycjonalisty – kompensują lub równoważą tożsamość narodową i cywilizacyjną: znaczną jednorodność; szerokie uznanie dla kultury i sztuki wysokiej; bardziej autentyczne poczucie nacjonalizmu i historii; bardziej konserwatywną kulturę popularną – co sprzyja rdzennej ludności z klasy średniej i robotniczej, która należy do większości (włącznie z mieszkańcami wsi i małych miasteczek). Można odnieść wrażenie, iż HDI nie bierze pod uwagę pewnych istotnych kulturowych aspektów życia, takich jak tożsamość narodowa, psychologiczne poczucie bezpieczeństwa i perspektywy długotrwałego rozwoju, którymi żywo interesuje się większość rdzennych mieszkańców danego kraju.

Interesujące rezultaty mogłoby przynieść przyjrzenie się kanadyjskiemu budżetowi federalnemu, budżetom prowincjonalnym i miejskim, ze szczególnym uwzględnieniem funduszy przeznaczanych na wydatki „polityczno-kulturowe”, czyli przekazywanych różnego rodzaju polityczno-kulturowym grupom interesów. Jak wypadłyby takie wielkości w porównaniu z tzw. programami powszechnymi (Kanadyjskim Funduszem Emerytalnym czy Kasami Pracowniczymi), z których może korzystać cała ludność kraju? Rodzi się także pytanie, czy świadczenie powszechnie uznawanych usług społecznych i publicznych (np. szkolnictwo, opieka społeczna, wsparcie dla sztuki) nie jest często uzależnione od względów politycznych i ideologicznych. Wiele kulturalno-politycznych grup interesów oraz tak zwanych „publicznych instytucji narodowych” w Kanadzie szczyci się całkowitym wykluczaniem poglądów uważanych za „niepoprawne”. W związku z czym ich twierdzenia, że reprezentują dobro ogólne, publiczne, czy wspólne są co najmniej wątpliwe.

Można postawić tezę, iż autentycznie „troskliwe i szczodre” państwo opiekuńcze może istnieć przez dłuższy czas tylko w warunkach, gdy dana ludność naprawdę ma ze sobą coś wspólnego – dość duży stopień jednorodności i wspólną kulturę. W przeciwnym razie żądania wsparcia będą się stawać coraz bardziej nieuzasadnione i natarczywe. W sytuacji narastającej różnorodności łatwiej o usprawiedliwienie osobistego egoizmu i coraz większego zróżnicowania dochodów.

Z pewnością można sobie wyobrazić współistnienie „konserwatyzmu fiskalnego” i partyjnych biurokracji terapeutycznych, gardzących summum bonum. Reżim kierowniczo-terapeutyczny jest konserwatywny pod względem fiskalnym, co pozwala biurokracjom terapeutycznym i grupom interesu na uzyskiwanie funduszy, które umożliwiają im nadzór nad praktycznie wszystkimi istotnymi problemami społecznymi i kulturalnymi. Jednocześnie osłabia to pozycję programów uniwersalnych państwa opiekuńczego, proponowanych całej ludności kraju. Biurokracje i polityczno-kulturalne grupy interesu rozsadzają od środka wspólną kulturę; „konserwatyzm fiskalny” i elity wielkich firm chwieją podstawami państwa opiekuńczego.

Zdaniem wielu głębiej myślących znalezienie się w warunkach, gdy stan społeczeństwa można będzie zmierzyć i szacować „tylko” na podstawie świadczonych przez nie korzyści ekonomicznych, oznaczać będzie skrajną nędzę cywilizacyjną, społeczną, intelektualną, moralną, duchową i psychologiczną – niezależnie od wyśrubowanego poziomu stopy życiowej, wyrażanego w wielkościach stricte ekonomicznych. Należy zarazem wskazać na oczywisty fakt, że konwencjonalny rachunek ekonomiczny najzwyczajniej w świecie pomija milczeniem wiele istotnych stron życia społecznego.

Marek Węgierski
tłum. Jacek Spólny
Marek Węgierski