Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

EKO-ODYSEJA 2001 – ECO-ODYSEE 2001

Można przeżyć doskonale bardzo wiele miesięcy bez dachu nad głową, można też w ogóle nie mieć samochodu ani łodzi motorowej, a przebyć tysiące kilometrów. Ważne jest by mieć odpowiednią odzież aktywną, dopasowane do siebie, rower, łódź i namiot, niezależne źródło energii odnawialnej oraz możliwość kontaktowania się ze światem i przesyłania informacji i obrazu na odległość.

O wyprawie pod tym hasłem (nawiązującym do znanego filmu science-fiction z l. 70. „Odyseja kosmiczna 2001”) myślałem już od dawna. Chodziło mi o pokazanie praktycznej alternatywy zarówno dla możliwości całkowicie ekologicznego transportu (a więc bez spalania paliw kopalnych, a jedynie siłą mięśni i z wykorzystaniem energii odnawialnych), jak i dla alternatywnego sposobu życia (z dala od wielkich aglomeracji, a w kontakcie z przyrodą oraz pracy intelektualnej na odległość za pomocą elektronicznych narzędzi telekomunikacji). Pięć lat temu zacząłem ze znajomym pedagogiem Waldemarem Nowakowskim z Włocławka pracować nad opracowaniem kompleksowego programu promocji turystyki aktywnej i edukacji ekologicznej w terenie: „ECO-SURVIVAL”. Wiosną trzy lata temu zacząłem kompletować sprzęt, który pozwalałby mi na przeprowadzenie założeń wyprawy; przebycie ok. 5000 km przez Polskę i Europę niezależnie od pory roku, wodą i lądem wyłącznie z wykorzystaniem siły mięśni, wiatru i ewentualnie dodatkowo energii słonecznej. Do tego celu potrzebowałem nie tylko odpowiedniej łodzi i roweru, oddychającej i termoaktywnej odzieży, śpiwora i namiotu, ale i telefonu komórkowego przystosowanego do przesyłania danych oraz palmtopa i kamery cyfrowej, by móc non stop na trasie kontaktować się ze światem, a zwłaszcza z mediami. Dlatego na początku 1998 r. zacząłem rozmowy z potencjalnymi sponsorami. Myślałem o producentach palmtopów, telefonów komórkowych lub operatorze telefoni komórkowej. Podobnie bowiem jak Alvin Toefler w „Trzeciej Fali” uważam, że nowe technologie telekomunikacyjne odpowiednio zastosowane mogą zmniejszyć potrzeby transportu samochodowego i lotniczego, gdyż dzięki nim pracę intelektualną będzie można wykonywać w dowolnym miejscu globu ziemskiego. Jednak wkrótce doszedłem do wniosku, że nie jest to jeszcze ten etap rozwoju projektu ani moment wystarczającego doceniania roli Public Relations i sponsoringu przez polskie firmy handlowe, operatorów telefonii komputerowej, czy polskich pracowników przedstawicielstw zachodnich producentów sprzętu elektronicznego, wśród których właśnie zdecydowałem się szukać partnera strategicznego. Należało więc przyjąć zupełnie inną strategię. Najpierw trzeba było doprowadzić do realizacji projektu „ECO-SURVIVAL” składając wniosek o sfinansowanie projektu we Włocławskim Centrum Edukacji Ekologicznej przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Dopiero gdy program został zrealizowany, można było zacząć szukać dodatkowych sponsorów na jego rozszerzenie.
W marcu 1998 zacząłem też prowadzić dość głośną już akcję prawną odnośnie prawnie chronionych płazów ginących w źle zaprojektowanych studzienkach – pułapkach na toruńskim odcinku A-1 (więcej na ten temat można znaleźć w ZB 119: „Nowy kodeks karny – nowe możliwości w walce z technokratami w obronie naszej Matki Ziemi” lub np. „Super Ekspress Weekend” z 18.5.2001: „Żaby a sprawa polska”). Zgłosiłem mianowicie doniesienie do prokuratury w tej sprawie, gdyż w nowym kodeksie karnym niszczenie chronionych zwierząt jest przestępstwem z art. 181 k.k.
1.7.1998 odcinek ten został oddany do użytku i oświadczono, że będzie to tylko droga lokalna a nie autostrada. Automatycznie zgłosiłem kolejne doniesienie do prokuratury o potwierdzeniu nieprawdy przy odbiorze, że „odcinek został zbudowany zgodnie z przepisami” jakie musi wg prawa budowlanego złożyć kierownik budowy. Prokuratura, jak było do przewidzenia, umorzyła oba dochodzenia, a sąd oddalił nasze zażalenie twierdząc, że nie jesteśmy w tej sprawie „bezpośrednio pokrzywdzonymi, a działamy jedynie na rzecz innych osób więc nie służy nam zażalenie na decyzję prokuratora o umorzeniu sprawy”. W takim razie wg sądu żaba musi jako bezpośrednio pokrzywdzona sama przyjść do sądu! Kupiłem więc dmuchany kajak i piankę do nurkowania i zacząłem robić od marca 1999 happening z kajakiem i w stroju nurka (po francusku „nure” – znaczy żaba) twierdząc, że „Nurek w amfibii może reprezentować zarówno żaby jak i płazy” (po łacinie amphibiae), oraz że jeżeli w tej sprawie zostania wyczerpana sądowa droga krajowa zgłoszę ją do Trybunału w Strasburgu oraz sam tam popłynę kajakiem, a także do Brukseli ze skargą na nie przestrzeganie w Polsce obowiązującego prawa ochrony środowiska. Od lutego 2000 zacząłem również w stroju nurka i z wiosłem występować w akcjach przeciw budowie tamy w Nieszawie. Dość znacząca była też w rozmowa w tej sprawie z redaktorem naczelnym „Wędkarskiego Świata” Jackiem Kolendowiczem, który wskazał mi 3 firmy, które mogłyby zasponsorować sprzęt do mojej wyprawy. W ten sposób w październiku otrzymałem na rewelacyjnie korzystnych warunkach łódź canoe „ORINOKO 470” od firmy PPH Mindak w Zamartem k. Chojnic oraz od Firmy Graf w Wałczu ocieplany kombinezon, kapelusz oraz specjalnie uszyty fartuch na moją łódź, zaś od firmy HUNTER z Bielska-Białej dostałem na wyprawę nóż składany oraz duży nóż survivalowy. Dodatkowo udało mi się po bardzo korzystnej rabatowej cenie zakupić w krakowskiej firmie MARABUT namiot, który mogłem rozbijać w bardzo łatwy sposób na łodzi, co umożliwia płynięcie aż zrobi się ciemno, bo nie potrzeba szukać odpowiedniego miejsca tylko wyciągnąć kajak na brzeg i podnieść umocowany na nim namiot. Pan Sławomir Mindak pomógł mi też przymocować do konstrukcji łodzi koła rowerowe, dzięki którym można ciągnąć odwróconą łódź rowerem jak przyczepkę. W ten sposób samodzielnie przewiozłem łódź ponad 30 km z Chojnic do zalewu koronowskiego, by dalej spłynąć razem ze znajomym Andrzejem Piechockim Brdą do Bydgoszczy. Również razem z Andrzejem pod koniec lutego spłynęliśmy z Bydgoszczy do Solca Kujawskiego a następnie przewieźliśmy łódź pociągiem do Torunia. Parę dni później już sam przewiozłem łódź pociągiem do Bielska-Białej. Zaproponowałem bowiem Jackowi Bożkowi z Klubu Gaja spłynięcie łodzią Wisłą z hasłem „Tama Nieszawa śmierdząca sprawa”. Jacek zgodził się i zaproponował, by taką akcję zacząć 14.3 w Międzynarodowy Dzień Protestu Przeciw Budowie Wielkich Zapór w Świnnej Porębie na rzece Skawie, gdzie od 16 lat stoi rozpoczęta budowa zapory i nie ma pieniędzy na jej dokończenie. W 2 dni spłynąłem Skawą do Wadowic i przewiozłem łódź rowerem do gospodarstwa ekologiczno-turystycznego Jordana Plackowskiego, z którym znamy się od 15 lat. Stamtąd – korzystając z ostatniego „powrotu zimy”, wybrałem się z namiotem, śpiworem, nartami i sankami do ciągnięcia bagażu na tygodniową wędrówkę w Beskid (Żywiec – Szczyrk – Wisła – Bielsko-Biała). Chciałem sprawdzić mój namiot i śpiwór oraz pomysł ciągnięcia bagażu na sankach (będę chciał to powtórzyć z łodzią zimą). Chodziło mi też o wyeksponowanie dwu miejscowości – symboli: Wisły, miejscowości Adama Małysza (który poprzez swój spektakularny sukces zrobił więcej dla promocji Polski niż wiele podejmowanych kosztownych działań promocyjnych) oraz Wadowic, w których urodził się Karol Wojtyła (który był zapalonym kajakarzem i narciarzem, a jakoś nikt w Polsce nie wykorzystał tego faktu do promocji turystyki aktywnej). Dlatego też bardzo się ucieszyłem gdy wyruszając w piątek 18.5 z Inwałdu by spłynąć Wisłą do Warszawy dowiedziałem się, że właśnie są 80. urodziny polskiego Papieża. Wreszcie miałem też trochę czasu by wykonać jeszcze parę rzeczy na łodzi. Dlatego płynąc do Krakowa nie spieszyłem się i zatrzymywałem się na 2 dni w miejscach, w których wypadł mi nocleg a w Krakowie obozowałem aż do 29.5. Poznałem uczestników spływu „Tratwą w XXI wiek” płynących od 27.5 z Krakowa do 24.06 do Gdańska. Ustaliliśmy, że do Warszawy możemy płynąć razem. Ponieważ planowali prawie 3 dniowy postój w Sandomierzu postanowiłem, że zostanę jeszcze w Krakowie i tam właśnie ich dogonię. Do Warszawy dopłyniemy 10.6. Ja zaś zostawię łódź w Warszawie i wrócę pociągiem do Krakowa, gdyż chcę wziąć udział w Międzynarodowym spływie kajakowym „Dunajec” 13-17.6. Potem spłynę z Warszawy do Torunia, gdzie przygotuję się do wypłynięcia na kilka miesięcy i przebycia kilku tysięcy kilometrów. Z Torunia popłynę Wisłą do Bydgoszczy, potem Kanałem Noteckim, Notecią, Wartą, Odrą i kanałami przez Berlin do Renu i pod prąd do Strasburga. Potem ponownie Renem na północ do Brukseli potem do Kopenhagi i powrót wzdłuż wybrzeża Bałtyku, aż do Gdańska i Kanałem Elbląskim do Ostródy i Drwęcą prosto do Torunia.
Oczywiście na trasie będę chciał się spotykać z dziennikarzami i mówić o celach przedsięwzięcia. Będzie o tym informować również napis po polsku i angielsku na prostokątnym żaglu (stawianym tylko przy sprzyjającym kierunku wiatru oraz w miejscowościach, przez które będę przepływać):


Toruń-Kraków-Warszawa-Strasburg-Bruksela A test o Polish & EC environmental law

EKO – ODYSEJA 2001
TECHNOKRACJA I AUTOSTRADY
GROŹNE DLA ŚRODOWISKA I LUDZI:
DZISIAJ ŻABY – JUTRO TY

Towarzystwo Ekologicznego Transportu Federacja Zielonych – Grupa Krakowska

O mojej wyprawie będę na bieżąco informował ZB, gdzie będzie też oficjalna strona internetowa o wyprawie (www.zb.eco.pl)

Jerzy Czerny, jerzy.cze@wp.pl
Kraków 29.5.2001
Jerzy Czerny