Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

LIST OTWARTY WS. FAŁSZYWYCH EKOLOGÓW ODKRYTYCH W „NEWSWEEKU” Z DNIA 1 WRZEŚNIA ROKU OBECNEGO

LIST OTWARTY WS. FAŁSZYWYCH EKOLOGÓW
ODKRYTYCH W „NEWSWEEKU”
Z DNIA 1 WRZEŚNIA ROKU OBECNEGO
Natura pieniądza wymaga respektu. Szmal jest nośnikiem energii, za jego pośrednictwem dokonuje się wymiana materii oraz sukcesów ekonomicznych, kulturowych i etycznych. Nikt nie wymyślił do tej pory lepszego rewanżu, nawet za mszę o zbawienie duszy. Jaja i samogon takoż pełniły rolę środka płatniczego, podobnie jak okrętowe gwoździe na Karaibach.

Z wielką frajdą zapoznałam się z rzeczywistością odkrytą i ukazaną odpłatnie przez zatrudnionych w „Newsweeku” dziennikarzy, pana Kęskrawca i pana Głowackiego. Prasa to biznes jak każdy inny i swoje usługi oddaje temu, kto da więcej. Za pieniądze oczerni, wybieli oraz odstąpi od jednego i drugiego, pozostawiając rzeczywistość w spokoju.
Z dumą przeczytałam o „Terrorze Ekologicznym”, wymierzonym przeciw kolekcjonerom, których ambicją jest zagarnąć pod siebie całą kasę świata a wokół choćby potop. Wszystkie pieniądze nie zmieszczą się pod jednym dupskiem, a gdy coś wystaje to głodne i ambitne ludziska rzucają się na ten widoczny nadmiar. Gromadzą się różne saprofity wokół takich opasłych kompostowni i skubią, aby przetrwać i przekazać biznesświatu trochę swoich genów. Czasem nawet pasożyt ulży zapasionemu żywicielowi, bo tak natura się urządziła, że nie ma w niej gatunków zbytecznych. Gromadzenie energii w jednym miejscu grozi wybuchem, czego dowiodła pewna handlowa eksplozja, równy rok temu. Gwarancję bezpieczeństwa, czyli zachowania równowagi dają mniejsze ryby, które skubią większe. Większe ryby pożerają więcej i szybciej co w konsekwencji obraca się także przeciwko nim.
Za pomocą płotek, skrytykowanych za pieniądze rekinów przez „Newsweeka” oberwało się całej reszcie gatunków, niestety. „Coraz więcej organizacji powstaje nie po to, by protestować, ale by rezygnować z protestów. I jeszcze na tym dobrze zarabiać”.
A przecież jest to odkrycie godne naśladowania i polecam je pozostałym ekologom, także tym tradycyjnym, protestującym bezustannie, bezinteresownie i bezskutecznie – bierzmy przykład z tych, których gazeta podpowiada nam nazywać pseudoekologami. Ja ich popieram jako ekologów.
No bo ileż można protestować o suchym pysku i w zamian za to karmić się opinią świrów, anarchistów, zawalidróg, gówniarzy? Każdy, kto wysila się za darmola to wariat a z takim nikt gadał nie będzie. Słowo „rezygnować” brzmi tu złowieszczo, ale czasem trzeba zrezygnować wobec przewagi nowego patriotyzmu, polegającego na nałogowej konsumpcji i wzbogacaniu skarbu mafii, pardon, państwa podatkami, odprowadzanymi przez producentów, pośredników i nabywców. Żebyż to chociaż te haracze zostawały w granicach tego państwa, ale ja się z prasy dowiaduję, że hipermarkety odprowadzają do naszego, przywiślańskiego skarbca zero podatków, bo one zarejestrowały się u nas jako inwestycje pracy chronionej i nawet czynszu za plac nie płacą, a archiwa sądowe grozą pożarem wskutek zalegających pozwów od firm budowlanych, którym do tej pory zagraniczni zleceniodawcy nie zapłacili za wybudowanie im tutejszych centrów handlowych. To wszystko znam z tej samej prasy, która znudzona atakami na hipermarkety, obróciła się przeciw ekologom. Że to niby atakuje ona tylko pseudoekologów, ale któż ich odróżni od tych prawdziwych ekologów, którzy protestują za pomocą głodówek i rzucania się pod buldożery i których należy wylać wraz z kąpielą?
Autorów artykułu boli, że ktoś za coś zarabia pieniądze. Zdrowy rozsądku! Co komu da rezygnacja za darmo? Czy „Newsweek” jest rozdawany w prezencie? Rezygnacja za darmo to strata energii, gromadzonej przed protestem. Barbarzyńca niczym nie niepokojony nadal będzie niszczył ogród, pole i las a rosnące rzesze bezrobotnych i głodnych protestowiczów ustawią się w kolejce po zasiłek albo zaczną kraść. Bo człowiek, panie Głowacki i panie Kęskrawiec, to nie tylko głowa i beret, to także bebechy, maszyneria potrzebująca paliwa bardziej niż wasze samochody, bo człowieka nie wstawisz do garażu, aby w bezruchu czekał aż Polska odbije się wreszcie od dna, strącona tam przez króla Popiela. Wszyscy mamy jelita. Pseudoekolodzy też muszą jeść i lepiej aby skubali złodziei niż uczciwych ludzi. Co uskubią to w kraju zostanie, niech skubią chłopaki jak najwięcej.
Autorzy płatnego artykułu przeciwko ekologom tradycyjnym i ich wersji pragmatycznej ubolewają, że koszta nowej formy protestów ponoszą winowajcy.
A niby kto ma za to płacić? Państwo? Państwo nie jest instytucją charytatywną.

Gabriela Szmielik-Mazur
gabasz@poczta.onet.pl
11 września 2002, Polska
Do wiadomości:
1. media
2. wierchuszka
3. środowisko
OD RED.
Publikacja tego listu nie oznacza oczywiście popierania haraczy i łapówkarstwa
Gabriela Szmielik-Mazur