Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

NATURA WIEDZY ZACHODU A KRYZYSY OBECNEGO ŚWIATA

ABY ZROZUMIEĆ NA NOWO...
Co uderza człowieka myślącego, w okresie po wypadkach wrześniowych, to załamanie się rozumienia lub też kryzys wiedzy. Przebywamy w jakiejś mgle poznawczej. Mówiąc językiem naukowym: to, co się stało, nie mieści się w naszym obecnym paradygmacie poznawczym. Stąd nasza konsternacja, poczucie zagubienia, bezradność.

Tak, znamy fizyczne fakty, zdarzenia i ich efekty. Ujmując rzecz w karykaturalnej prostocie: pewni ludzie „pożyczyli” sobie trzy samoloty i zdemolowali nimi budynki częściowo należące do tych samych osób, co i te porwane samoloty.

Był to bardzo finezyjny akt demonicznej inteligencji. Natychmiast łapiemy się na tym, że takie racjonalne (czy też pseudoracjonalne) tłumaczenie, to nie to. Tylko to, co się stało umyka naszemu rozumieniu.

Nasza wiedza jest bezradna wobec problemów, które stawia nam świat lub które sami stworzyliśmy. I tu nie chodzi tylko o zdarzenia z 11 września, które stały się niejako katalizatorem schizofrenii naszego obecnego umysłu, lub przynajmniej bezradności naszych istniejących władz poznawczych.

Mówiąc bardziej precyzyjnie. Nasza wiedza jest nieadekwatna. A co to znaczy? Myślę, że oznacza to jedną z trzech możliwości:
• Że nie mamy wystarczającej wiedzy, aby to uściślić – wystarczającej wiedzy tego samego rodzaju.
• Że nie rozumiemy wystarczająco głęboko, wobec tego musimy pogłębić istniejącą wiedzę zakładając ciągle, że przebywamy w parametrach zastanej wiedzy.
• ...trzeci punkt jest dość trudny do wypowiedzenia. Ujmując najprościej, uważamy, że to nie ta wiedza, lub też inaczej, wiedza, w którą wyposażyła nas cywilizacja naukowa, jest zasadniczo nieadekwatna wobec obecnych problemów świata. Zrozumienie tych problemów wymaga zupełnie innej wiedzy.
Punkt trzeci sugeruje odmienny paradygmat epistemologiczny od tego, do którego przywykliśmy. Powiedzenie „to nie ta wiedza” jest bardzo niepokojące, bo natychmiast nasuwa się pytanie: a wobec tego jaka wiedza? Kiedy to w głębi umysłu odzywa się głos: przecież jest tylko jedna wiedza.

Jako ludzie wykształceni, a szczególnie naukowcy jesteśmy nasyceni, aby nie powiedzieć „napompowani” wiedzą wszelkiego rodzaju. Dlaczego to nie wystarcza? Skąd ta niepewność i obecne poczucie zagubienia? W tym stanie bezradności wielu z nas ma poczucie, że coś jest nie tak, że dzieje się coś niedobrego z naszą wiedzą.


Dotknął tej sprawy Günter Grass. W swoim noblowskim przemówieniu, które zostało opublikowane w „Gazecie Wyborczej”. Przemówienie to przeszło na ogół bez echa na świecie i szczególnie w Polsce. Miało się wrażenie, że polscy myśliciele są niechętni temu, co głosi Grass. Pozwolę sobie zacytować fragment z tej wypowiedzi, który krytykuje całą formację pooświeceniową w aspekcie wiedzy i jej konsekwencji. Oto słowa Grassa:
Jak długo musiał trwać proces europejskiego oświecenia od Montaigne’a przez Woltera, Diderota, Kanta, Lessinga i Lichtenberga, by kaganiec oświaty dotarł do najmroczniejszych zakamarków scholastycznego zaciemnienia. Bardzo często ktoś gasił światełko. Cenzura nie pozwalała, żeby rozum nas oświecał. A potem, kiedy mógł wreszcie zająć miejsce w pełnym świetle był to już rozum ochłodzony, zredukowany do technicznej wykonalności, służący jedynie postępowi gospodarczemu i społecznemu; podawał się za oświecenie, a swoim od zawsze skłóconym dzieciom – kapitalizmowi i socjalizmowi – wbijał do głowy przemądrzały żargon i pokazywał coraz to inną właściwą drogę do postępu za wszelką cenę.

Dziś widzimy, do czego doprowadziły genialnie wyrodne dzieci oświecenia. Potrafimy ocenić, na jak niebezpieczną równię pochyłą rzucił nas wybuch tej bomby ze słów o opóźnionym działaniu. Oczywiście, oświeconymi sposobami – innych przecież nie znamy – próbujemy usuwać szkody. Ze zgrozą obserwujemy, że kapitalizm, od chwili, gdy jego brata, socjalizm, uznano za zmarłego popadł w manię wielkości i zaczął hulać bez skrępowania... i po raz kolejny twierdzi, z dufnym przekonaniem o własnej nieomylności, że nie ma alternatywy.

Teraz chciałbym dotknąć dwóch newralgicznych punktów dotyczących oświeceniowej wiedzy, czy też zastanego paradygmatu bazującego na tzw. racjonalności naukowej i obiektywności wiedzy.

Pkt. pierwszy. Nie postępujemy racjonalnie, jeśli środkami zaakceptowanej racjonalności niszczymy świat. Rozumowanie moje jest nadzwyczaj proste. Jest to zastosowanie reguły zwanej tolendo tolens. Z negacji następnika wynika negacja poprzednika. Jeśli mamy racjonalizm, z którego wypływają negatywne konsekwencje, to te konsekwencje rzutują na sam racjonalizm, lub bardziej dramatycznie, jeśli racjonalizm rodzi monstra, to być może sam jest pewnego rodzaju monstrum.

Naszą sytuację można wytłumaczyć jeszcze inaczej. Wszyscy pamiętamy 11 tezę Marksa o Feuerbachu: Filozofowie jak dotąd interpretowali świat. Zadanie polega na tym, aby go zmienić.

Otóż to. Zmienialiśmy świat przez ostatnie 200 lat w wielkim pośpiechu i niejako z furią. Rezultatem są spustoszenia – ekologiczne, społeczne i moralne. Proponuję, aby odwrócić tezę Marksa, która powinna obecnie brzmieć: zmienialiśmy świat w wielkim rozpędzie przez ostatnie dwa stulecia. Zadaniem naszym jest na nowo go zrozumieć, bo nie rozumiemy świata, jeśli go niszczymy. Musimy po temu stworzyć nowy racjonalizm holistyczny, a nie atomistyczny, a to nie będzie łatwą sprawą.

A teraz kilka słów o obiektywności. Jest to termin trudny do analizy. W samej konotacji zawiera w sobie takie założenie, że ktokolwiek wyraża się o nim krytycznie jest nieobiektywny, a wobec tego niewiarygodny. Jednak musimy spojrzeć na obiektywność głębiej, nie poprzez optykę jej własnych założeń.

Obiektywność nie istnieje (obiektyw¬nie) w naturze ani też w kosmosie sensu largo. Obiektywność jest postulatem naszej wiedzy – właśnie tzw. obiektywnej. Obiektywność w ostatecznej konsekwencji jest postulatem umysłu ludzkiego. Nie powiadam „fikcją”, ale „postulatem”, chociaż granica między tymi pojęciami jest niekiedy mglista.

Ponadto, obiektywność sama nie może być obiektywnie uzasadniona, bo nie ma takiego obiektywnego kryterium, poprzez które moglibyśmy to uczynić przed założeniem waloru obiektywności.

Co więcej, obiektywność jest wartością. Chociaż sama uważa się być ponad wartościami, ruguje inne wartości z uniwersum świata nauki. Obiektywność jest wartością światopoglądu pragmatycznego. W tym światopoglądzie jest założenie – zazwyczaj milczące – że aby dokonać transformacji świata z korzyścią dla człowieka, powinniśmy posługiwać się instrumentami nauki, które właśnie zakładają postawę obiektywną w kontroli i manipulacji świata. Jeśli obiektywność nie byłaby wartością, to dlaczego tak byśmy do niej lgnęli? Przecież nie jest uzasadniona ani racjonalnie, ani naukowo.

A teraz pytanie zasadnicze: czy jeśli zarzucimy obiektywność, to grozi nam potop – zarówno subiektywizmu, jak i postmodernizmu? Ani jedno, ani drugie. Nową postawą zarówno badawczą, jak i umysłową, jak również moralną, powinien być intersubiektywizm, ale nie bazujący na dawnym obiektywizmie newtonowskiej fizyki. Więc na czym? Powinien to być intersubiektywizm sprzężony z pojęciem jedności świata (połączony z holistycznym racjonalizmem), a wyrażony poprzez pojęcie, które najlepiej oddaje się po angielsku jako compassionate science – lub też inaczej – intersubiektywizm partycypujący, w którym zakładamy, że żyjemy w świecie partycypującym (jak to postuluje astrofizyk J. A. Wheeler). W tym świecie partycypującym wszelkie warstwy i stany jego bytu są połączone, wpływają na siebie i są rozumiane poprzez racjonalizm holistyczny. Tak więc postulujemy intersubiektywizm jako głębsze zrozumienie jedności świata w klimacie moralnym wzajemnej pomocy i altruizmu.

Moje rozważania zmierzają w kierunku odpowiedzi na pytanie: jeśli nie ta wiedza, to jaka wiedza? Lub dokładniej – jaka wiedza mogłaby umożliwić nam zrozumienie obecnego świata? Co się jawi jako wielki skrót telegraficzny całego obrazu, to wiedza normatywna. Tak postulujemy zaakceptowanie nauki jako wiedzy normatywnej, bazującej na takich wartościach, które nie pozwolą użyć nauki, a więc racjonalności dla celów destrukcyjnych. Czy zbudowanie nowej normatywnej nauki byłoby niemożliwe? Dlaczego miałoby być, skoro obecna nauka spoczywa na normatywnej matrycy, która nie jest sprzyjająca życiu sensu largo.

Propozycja nauki normatywnej nie jest taką aberracją intelektualną, jakby to się mogło zdawać na pierwszy rzut oka. Wielki Platon nie był naiwny. Nie był naiwny także Henri Poincare, wytrawny matematyk i filozof, który twierdził w swej książce Wartość nauki (1905) że: mogłoby się wydawać, że pomieszałem pojęcia, gdy mówię jednocześnie o prawdzie naukowej i prawdzie moralnej. A jednak nie mogę ich od siebie oddzielić.

Kryzys światopoglądu naukowego, w kulturze Zachodu, trwa przynajmniej od stulecia. Pisał o nim przenikliwie już Fryderyk Nietzsche, a w XX w. m.in.: Oswald Spengler, Martin Heidegger, Jacques Ellul, Herbert Marcuse, a w Polsce Florian Znaniecki i niżej podpisany Henryk Skolimowski (Zmierzch światopoglądu naukowego, 1974). Ich przenikliwe głosy i głębokie analizy przeszyły bez echa, zignorowane przez optymistycznych proroków postępu materialnego i całą mentalność status quo. Czy musieliśmy czekać na monstrualne fajerwerki Nowego Jorku, aby obudzić się z naszej drzemki?
Czy też będziemy trwać w przeświadczeniu, że nasza cywilizacja jest najlepszą z możliwych – dopóki nie spłyniemy w koryto historii w połamanych szczątkach? Jakież racjonalne argumenty potrafią nas przekonać, że ta cywilizacja już nie działa, i że nasz rozum jest zasadniczo nieadekwatny do zrozumienia obecnego świata?

O KONIECZNOŚCI MIARY ETYCZNEJ

Potrzebna jest nam jakaś miara etyczna. Zatraciliśmy wewnętrzny sens moralny w pogoni za postępem materialnym. Wartości religijne i wartości wewnętrzne znalazły się za burtą, a przynajmniej na marginesie. To zrodziło ambiwalencję moralną w nas wszystkich, szczególnie w ludziach wykształconych. Ta ambiwalencja moralna paraliżuje także – przynajmniej w pewnych obszarach – nasze myślenie intelektualne i badawcze.

Mówiąc prostszym językiem: zabagniliśmy ten świat strasznie. Nota bene myśmy sami tego świata nie zabagniali moralnie, ale tylko obserwowaliśmy to zabagnianie wokół nas. I nie protestowaliśmy. Nie robiliśmy nic, aby się temu zabagnianiu przeciwstawić. Proces moralnego zabagniania społeczeństwa nie dzieje się wprost. I my też nie uczestniczymy w nim wprost. Ale jakoś uczestniczymy. Ale jak? Poprzez obojętność, poprzez tolerowanie tego, co nie zgadzało się z naszymi zasadniczymi intuicjami moralnymi. Nie protestowaliśmy. Z wielu powodów. Uczestniczyliśmy w tym procesie zabagniania patrząc w bok – starając się nie zauważać, czego nie chcieliśmy spostrzec. Uczestniczyliśmy pośrednio udając przed sobą i innymi, że jest w porządku, lub że jest prawie w porządku, lub że mogłoby być inaczej... lepiej, ale cóż... i na tym się kończyło. Moja obserwacja jest taka. Słabi jesteśmy. Nie ma w nas mocy.

Ta słabość moralna odkłada się jako słabość intelektualna. Proces ten nie jest łatwy do natychmiastowego zauważenia. Logicznie sobie radzimy, ale logika daleko nas nie zawiedzie. O tym przecież wiemy. Jednak słyszy się głosy, że tylko racjonalna, europejska logika daje jasność. Powołaniem kultury europejskiej jest nieść tę jasność logiczną w świat. Moja odpowiedź jest taka. Jasność i logika są bezradne wobec sytuacji ostatecznych – zarówno boskich, jak i zbrodniczych.

Spustoszenie moralne w świecie, szczególnie w świecie biznesu, odkłada się jako moralne skażenie społeczne, a następnie jako moralne skażenie indywidualne. Tu działa zasada naczyń połączonych. Gdy do jednego z naczyń naszego systemu zaczyna wsączać się trucizna, przenika ona do innych naczyń. Wszystko jest połączone. Zasada atomistycznego traktowania zjawisk może ma walor w niektórych wąskich polach nauk szczegółowych, ale nie w życiu społecznym i nie w życiu egzystencjalnym.

A więc wszystko jest połączone. Nasze anemiczne poznanie naukowe i nasze zamazane, a przynajmniej nieostre życie moralne, są też połączone i wzajemnie na siebie wpływają. Gdzie więc szukać polotu, jasności, odwagi, godności, wizji, gdy nauka chroma, a moralność nijaka, a religia... szuka siebie – zgubiona jak my.

To jest właśnie następny punkt. Dlaczego czujemy się zagubieni i bezradni wobec obecnych problemów świata?. Nie jest prawdą, że moralność idzie swoją drogą, a poznanie naukowe swoją. Wszystko jest połączone. Gdy system się zamuli, to zamula się nasze myślenie, nasze działanie, nasze decyzje moralne.

Czeka nas więc wielki akt oczyszczenia, katharsis. Jeśli go nie dokonamy, to będziemy dreptać w błotku i narzekać, że nam niewygodnie, i że odczuwamy bóle reumatyczne.

ŻADNE IMPERIUM NIE TRWA WIECZNIE
Prócz kryzysu poznawczego i moralnego jesteśmy świadkami kryzysu cywilizacyjnego. Mówiąc najprościej – wypala się substancja cywilizacji zachodniej, którą znaliśmy w okresie ostatnich czterech stuleci. A ponadto załamuje się ostatnie imperium XX w. – Stany Zjednoczone.

Żadne imperium nie trwa wiecznie. Wiemy o tym. Jednak będąc w cieniu kolosa, który wydaje się tak ogromny, nie możemy sobie wyobrazić, że jest to kolos na glinianych nogach. Z ludzką wyobraźnią różnie bywa. Jeden z generałów, odpowiedzialnych za obronę wewnętrzną kraju i za obronę samego Pentagonu, był przesłuchiwany przez komisję senacką USA po ataku. Zapytany, jakie środki przedsięwziął dla obrony przed tego rodzaju atakiem, szczególnie dla obrony Pentagonu, odpowiedział, że nie przedsięwziął żadnych: „to było nie do pomyślenia, nie wyobrażaliśmy sobie nic podobnego”. To był dla niego ogromny cios psychiczny. Być może był to nawet cios metafizyczny. Tutaj było centrum dowodzenia imperium. A ktoś zupełnie zlekceważył ich przekonanie, że to było nienaruszalne, sanctum sanctorum.

Wielki cień położył się na świadomość Amerykanów, że są narodem wybranym. Po ataku cała Ameryka czuła się moralnie znieważona. Myślę, że odczuli to całe zdarzenie jako cios metafizyczny, cios w ich podstawy istnienia, być może jednak nie artykułując tego odczucia w tych właśnie słowach. Jednak wydaje mi się, że prawie każdy w USA odczuwa głęboką ranę psychiczną. Czy po takiej ranie można powrócić do tzw. normalności, do stylu życia business as usual?

Wielki cień położył się na świadomości nas wszystkich. W jakim świecie żyjemy? Czy istnieje możliwość poprawy tego świata, uratowania go? Czy szaleństwa świata mogą być wyjaśnione racjonalnie?

Myślę, że na te pytania można odpowiedzieć, ale nie poprzez istniejącą i oficjalnie zaakceptowaną wiedzę, również nie poprzez współcześnie zaakceptowaną etykę. Wielkie systemy mądrości starożytnej oparte są na zasadzie: wszystko w miarę (Panmetron Ariston), właściwa równowaga jest kluczem do przetrwania i wyjścia z kryzysów. Zachwianie tej równowagi, szczególnie na wielką skalę, jest równią pochyłą ku chaosowi i katastrofie.

Świat zachodni czuje się obecnie bardzo zagrożony, bo zrozumiał, że ma wiele do stracenia. Świat zachodni nie chce się reformować. Chce przetrwać w świecie, jakim jest. Ale nie ma tego świata, który „jest, jakim jest”. Jest obecnie chaos. Chaos to żadna równowaga. Chaos rodzi chaos – wedle drugiej zasady termodynamiki i wedle praw rządzących społeczeństwem. Czy Zachód ma wolę i energię, aby wyjść z obecnego chaosu i zachwianej równowagi?

Jest wiele pozytywnych alternatyw, które mogłyby służyć jako matryca do odbudowy. Czy mamy wystarczającą dozę mądrości, aby zrezygnować z niektórych przywilejów na rzecz sprawiedliwości powszechnej? Czas wielkich decyzji i wielkiego katharsis nadszedł, aby dać świadectwo prawdy o sobie i świadectwo miłości w stosunku do przyszłych pokoleń.

Czy szaleństwa świata można wyjaśnić racjonalnie? Szaleństwa nie tworzą się same. Mają przyczyny. Ofelia wariuje z powodu odrzuconej miłości. Król Lear popada w szaleństwo z powodu zdrady swoich córek. Tristan popada w czasowe szaleństwo na skutek oddzielenia od swojej wielkiej miłości – Izoldy.

Wszędzie gdzie pojawia się szaleństwo, widzimy niemożność organizmu w udźwignięciu ciężaru życia. Są również szaleństwa popełniane z fanatyzmu, kiedy umysł jest tak zraniony domniemaną krzywdą, że łamie się jak zapałka. I w powodzi własnej klęski powoduje niekiedy klęski innych.

Granica między fanatyzmem a świętością jest zwiewna. Fanatyzm manifestuje się poprzez poświęcenie życia innych – dla swoich celów. Świętość jest poświęceniem siebie dla innych. W tym miejscu czas na refleksję. Co począć z fanatyzmem, który wynika rzekomo z samo-poświęcenia dla „świętej sprawy”? Jak patrzeć na religie, które stwarzają podstawy dla takiego samo-poświęcenia w „świętej sprawie”, które stają się fanatyzmem wiodącym do wielkich zbrodni? Nie miejmy złudzeń. Osobnicy, którzy poświęcili się we wrześniu w ataku na dwie wieże, to byli inteligentni ludzie, ponadto przeświadczeni o świętości swojej misji, za którą zostało im przyrzeczone wieczne zbawienie. Czy cała ta sekwencja myślowa to wyraz patologii? Być może. A wobec tego, gdzie leży granica między świętością a zbrodniczym fanatyzmem?

Druga strona refleksji, to zastanowienie się, jakie to działania z naszej strony, ze strony Zachodu, mogły doprowadzić do takiej nienawiści, do takiego poczucia krzywdy, że poświęca się życia inteligentnych osób dla odwetu – chociaż taki odwet ma zawsze charakter symboliczny? Szaleństwa nie tworzą się same. Mają przyczyny. Czy obecnie jesteśmy w stanie zagłębić się w te trudne pytania? Czy może jeszcze nie? Może nie teraz... ale kiedyś musimy się w nie wgłębić.

Religie nie mogą być instrumentem terroru. Nasze modele ekonomiczne i sposoby myślenia nie mogą być zarzewiem do Wielkiego Odwetu.

WNIOSKI OGÓLNE
Jako cywilizacja zagubiliśmy się w naszej wiedzy i w naszym myśleniu, a co za tym idzie – naszym działaniu. Tworzymy, często niezamierzenie, stany rzeczy i stany rzeczywistości, które mają negatywne konsekwencje, jak np. toksyczne środowisko, toksyczne życie. Ostre jak brzytwa analizy obecnych stanów rzeczy nie pomagają, bo te właśnie analizy są częścią problemu, przyczyną błądzenia naszej wiedzy. Ponadto biznes kupił wielkich analityków, którzy mu służą.

Globalne instrumenty ekonomiczne, faworyzowane przez elity Zachodu, stwarzają więcej problemów i napięć, niż rozwiązują. Ekspansja naszej wiedzy, technologii, myślenia jest przyjmowana jako forma imperializmu, również w społeczeństwach rozwijających się, takich jak Polska. Nikt nam nie powie, że agresywna reklama i zdominowanie mediów przez wielki biznes – w imię zysków – nie jest formą imperializmu. Zaślepienie wiedzy i stępienie etyki w celu podboju rynków – gdziekolwiek się znajdują – prowadzi do wielkich napięć na całym świecie. Rodzaj i skala tych napięć są poza możliwością naszych analiz.

Jesteśmy w sytuacji ucznia czarnoksiężnika. Rozpętaliśmy moce, a nie znamy zaklęć jak je okiełznać i powrócić do stanu Harmonia Mundi. Jak groźna i nieprzewidywalna jest sytuacja, świadczą wypadki z minionego września. Wypadki te nie były przypadkiem, ale konsekwencją napięć, które stworzyliśmy. Musimy rozbroić bombę zegarową, podłożoną pod cały świat i wrócić właśnie do stanu Harmonia Mundi.

Zachód rozumie o wiele mniej, niż myśli, że rozumie. Nie chodzi o wiedzę empiryczną, pragmatyczną, ekonomiczną, ale o tę inną, która niesie rozumienie. Musimy sięgnąć po mądrość, zarówno starożytną, jak i współczesną, wyrażoną umysłem Sokratesa, jak również Gandhiego. Bez mądrości będziemy albo kupcami, albo konsumentami, a nie myślącymi ludźmi.

Jedną z form mądrości, która wykrystalizowała się w naszych czasach, jest mądrość ekologiczna: mądrość dotycząca zachowania gatunku, czystości i przetrwania środowiska, naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. A co my z tą mądrością robimy? Najczęściej ją obrażamy. Kierowani jakimi asumptami? Zazwyczaj kierowani tak zwaną racjonalnością ekonomiczną, która jest odmienną nazwą dla zysku za wszelką cenę – również za cenę niszczenia środowiska i naszego zdrowia. Obiektywność nauki i jej racjonalność dają przyzwolenie tym poczynaniom, jak również my wszyscy, (oszołomieni propagandą konsumpcyjną) dajemy temu przyzwolenie.

Słowa Güntera Grassa, dotyczące genialnie wyrodnych dzieci oświecenia są bardzo celne. Te dzieci to my. Kiedy wreszcie rozliczymy się z naszej przeszłości cywilizacyjnej, opromienionej z początku wielką jutrzenką rozumu, a kończącej się wielkim skowytem poranionej nadziei?

Dość tych pantomim baletowych – wraz z udawaniem (czy też złudzeniem), że stosujemy najlepszą racjonalną wiedzę, jaką ludzkość kiedykolwiek posiadała. W czym jest rzecz? Czy w wiedzy, czy w ignorancji? A może tylko w hipokryzji? Według La Rochefoucauld: Hipokryzja jest hołdem, który występek składa cnocie. Jak długo będziemy udawać przed sobą i innymi, że stworzyliśmy najlepszą z możliwych cywilizacji? Gdzie są myśliciele, którzy wreszcie przekłują tę bańkę mydlaną?

Henryk Skolimowski

Prof. Henryk Skolimowski uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców ekofilozofii. Poeta. Autor wielu książek i programów, których celem jest przezwyciężanie spustoszeń spowodowanych przez uproszczenia „rozumu technologicznego”. Tekst ukazał się w „Wegetariańskim świecie” styczeń/luty 2002.
rys. Jarek Gach
Henryk Skolimowski