Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

OGRODOWI BOTANICZNEMU GROZIŁA ZAGŁADA

Może warto przypomnieć o nieznanym już, zwłaszcza młodemu pokoleniu, epizodzie w dziejach Ogrodu Botanicznego UJ w Krakowie, który mógł być tragiczny dla tego obiektu. W połowie lat 70., kosztem Ogrodu oraz przyległego do niego terenu Ronda Mogilskiego, miał powstać gmach teatru muzycznego. Budowla ta przez swą wielkość spowodowałaby znaczne obniżenie poziomu wód gruntowych, przez co Ogród Botaniczny skazany byłby na zagładę.

Przeciw budowie teatru muzycznego były liczne protesty prasy krakowskiej. M.in. Gazety Krakowskiej z 16.3.1973 (Opera-operetka-teatr), 29.3.1973 (Teatr Muzyczny ale nie kosztem Ogrodu Bota-nicznego?), 17.4.1973 (Ogród Botaniczny nie może być okrojony), 20.4.1973 (Teatr potrzebny – ale nie kosztem Ogrodu), Dziennik Polski z 26-27.7.1973 (Jesień w Ogrodzie Botanicznym), 21.11.1974 (Człowiek pośród dymów), 5.1.1974 (Ogród Botaniczny contra Teatr Muzyczny).

Protesty prasy okazały się nieskuteczne. Świadczyło o tym to, że pod przyszły teatr powycinano w Ogrodzie Botanicz-nym „przeszkadzające” drzewa, którymi były metasekwoje, zaczęto zwozić maszyny budowlane, a przy ul. Lubicz wystawiono olbrzymią tablicę z napisem „budowa teatru muzycznego”. Zamknięto nadto możliwość jakiejkolwiek krytyki przez wydanie embargo na prasę, co dotyczyłoby Ogrodu. Równocześnie ukazała się tzw. ekspertyza naukowa prof. Antoniego Kleczkowskiego z Akademii Górniczej informująca, że przyszła budowla nie zaszkodzi stosunkom wodnym w Ogrodzie.
W tej sytuacji sprawa obronienia Ogrodu Botanicznego wyglądała już na niemożliwą. Jakieś, nawet mocniejsze protesty, były skazane na niepowodzenie i nadto mogły grozić różnymi represjami włącznie z utratą stanowiska pracy. Dlatego na różnych posiedzeniach naukowych, na których poruszane były sprawy dotyczące ochrony środowiska, temat Ogrodu Botanicznego należał do tabu. Jedynie prof. Stefan Myczkowski z Akademii Rolniczej „naruszał” go, występując nierzadko w obronie Ogrodu i potępiając władze miejskie Krakowa za wandalizm względem przyrody. Niestrudzenie też zasypywał prasę krakowską głosami swego niezadowolenia, jednak bez skutku bo jego pisma wędrowały do kosza redakcyjnego.

Gdy dowiedziałem się o przyczynie odrzucenia pism prof. Myczkowskiego spowodowanego zakazem publikacji „niewygodnego” tematu, postanowiłem zainteresować losem Ogrodu Warszawę. Liczyłem na to, że wielowiekowe animozje dawnej i obecnej stolicy coś w tym względzie będą miały do znaczenia, a przynajmniej Warszawa będzie miała powód do pośmiania się z „oświeconego” Krakowa, który okazał się tak „genialny” by Ogród Botaniczny zamienić na teatr.

Warszawa temat „chwyciła”. Mój „paszkwil” na władze Krakowa został w nadspodziewanie szybkim czasie po wysłaniu opublikowany w Kulturze z 1.8.1974. Czy był powodem do pośmiania się w Warszawie z Krakowa, tego już nie wiem. Najważniejsze, że z pewnością przyczynił się do ocalenia Ogrodu Botanicznego. W każdym razie od tego czasu nic już nie mówi się o budowie teatru mu-zycznego, przynajmniej tam, gdzie planowano. Za swoje też dostało się władzom Krakowa, gdyż komentując niedoszły plan władz Krakowa, Tygodnik Powszechny z 1.9.1974 opatrzył go tytułem Głupiemu biada.

Henryk Urbanik

PS
I jak tu nie doceniać potęgi prasy w dziedzinie ochrony środowiska. Nie ukrywam satysfakcji z faktu, że mogłem włączyć się do batalii o uratowanie Ogrodu Botanicznego UJ w Krakowie, rewanżując się miastu za przyjęcie mnie w poczet doktorantów.
Henryk Urbanik