Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

POKŁOSIE EKSMISJI

Kielecka nauczycielka, miłośniczka zwierząt, eksmitowana latem z osiedla Świętokrzyskie, po Nowym Roku przeprowadza się do nowego lokalu.

W ciągu kilku lat sąsiedzi wielokrotnie protestowali przeciw trzymaniu przygarnianych przez nią czworonogów. Tolerowali zwierzęta, ale ich cierpliwość skończyła się dwa lata temu, kiedy na skutek skarg, Rada Nadzorcza osiedla „Świętokrzyskie” wykluczyła ją z członkostwa w spółdzielni. Zarzucono jej użytkowanie mieszkania niezgodnie z jego przeznaczeniem – uciążliwy był smród i szczekanie. W ubiegłym roku kobiecie odebrano ponad 20 psów. Sąd zadecydował o jej eksmitowaniu.

Przypomnijmy ten ciepły czerwcowy dzień. Eksmisja pani Haliny z bloku przy ul. Krasickiego trwała kilka godzin. Na miejscu zjawił się komornik w asyście policji i Straży Miejskiej. Przed klatką schodową tłumnie zebrali się mieszkańcy. Ws. właścicielki psów interweniował kielecki oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Padła propozycja odroczenia terminu eksmisji, aby TOZ mógł mieć czas na znalezienie domów dla podopiecznych właścicielki. Bezskutecznie – komornik, nadzorujący przebieg eksmisji, był nieugięty, podobnie kierowniczka Spółdzielni Mieszkaniowej „Wichrowe Wzgórze”.

Przymusowa przeprowadzka wywołała niezdrowe sensacje wśród zgromadzonego przed klatką schodową i w oknach tłumu. Doszło do ostrej wymiany zdań z rozzłoszczonymi sąsiadami. Niektórych wyraźnie poniosły emocje – zarówno od lokatorów, zgromadzonych pod blokiem jak i tych, którzy eksmisję obserwowali z okien, pod adresem właścicielki psów padały niewybredne epitety. Kpiono też z mebli, które ekipa wynosiła z mieszkania. – Od kilku lat ta pani sprowadza zwierzęta. Ciągle przybywają jakieś psy czy koty. Smród jest nie do wytrzymania – czuć go na całej klatce schodowej! – przekrzykiwali się sąsiedzi. – To wygląda gorzej niż chlew. Jak na takiej powierzchni można robić schronisko dla zwierząt? – mówił jeden z mieszkańców bloku. – Nie wiem, kiedy ostatnio widziałem u tej pani otwarte okno!

Kobieta była zdesperowana. – Ludzie, pomóżcie. Tak nie można – prosiła. – Nie zalega z czynszem, byłabym gotowa wyremontować mieszkanie.

Niektórzy usiłowali bronić lokatorki. – Jest zaszczuty przez tych ludzi. Boi się wyjść z psami na dwór – opowiadała mieszkanka bloku naprzeciwko. – Mam wrażenie, że jakby nie policja, doszłoby do linczu – przypuszczała.

– To zwykłe skurwysyństwo – komentowała z płaczem przechodząca nastolatka, widząc opierające się, wyciągane na specjalnych pętlach przez pracowników schroniska, psy. Zestresowane zwierzęta ze strachu załatwiały się na klatce. Część swoich podopiecznych, które schowały się pod łóżkami, wyniosła z domu ich pani.

Z bloku usunięto 11 psów i kota. Część zwierząt zabrały inspektorki TOZ z myślą o znalezieniu im nowych domów. Pozostałe przetransportowano do Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Dyminach. Mieszkanie na Świętokrzyskim było zdewastowane. Zniszczone płytki PCV w przedpokoju były wyżarte psim moczem do gołego betonu. Już od progu cofał charakterystyczny, dotkliwy odór amoniaku, pełno much, na podłodze stały zdezelowane resztki starej wersalki. Pracownicy, ze specjalnymi maskami na twarzy, przez kilka godzin wywozili meble i sprzęty.

Wyeksmitowana lokatorka ma żal do władz spółdzielni i mieszkańców. – Zostałam potraktowana gorzej niż złodziej. Zarzucają mi, że robiłam z bloku zwierzyniec. A często bywało, że sami mieszkańcy podrzucali mi psy albo kocie mioty. Mało razy zdarzyło się, że znajdowałam zawiniątko pod drzwiami? – pyta. – Nieodpowiedzialnym ludziom w ten sposób najłatwiej pozbyć się zwierząt. Ja nie miałam ich gdzie wydać, dlatego zostawiałam je u siebie.

Władze spółdzielni postarały się o znalezienie lokalu socjalnego. Mieszkanie na peryferiach miasta, w którym zmuszona była mieszkać przez kilka miesięcy, nie było w stanie pomieścić wszystkich rzeczy lokatorki. Większość mebli, w tym wszystkie regały, tymczasowo zostały w starym mieszkaniu. Pani Halina zabrała ze sobą psa i kota.

Sprawą obiecał zająć się wiceprezydent Marek Piotrowicz. Miasto słowa dotrzymało – pani Halina dostała przydział do domku o powierzchni 40 m kw. Ponieważ wcześniej mieszkała tam rodzina, która ubiega się o mieszkanie w bloku, trzeba było czekać, aż blok komunalny, w którym rodzina miała dostać przydział, zostanie odebrany.

Jesienią Miejski Zarząd Budynków zlecił remont mieszkania. Zostało ono m.in. odmalowane. Już można się wprowadzać. – Myślę, że przeprowadzę się na początku stycznia. Muszę przetransportować swoje rzeczy – meble i książki, które zostały jeszcze w starym mieszkaniu – mówi pani Halina. Wreszcie może choć trochę odetchnąć po trwających pół roku przejściach.

Katarzyna Rossienik
PS
Kilka psów zostało wydanych w dobre ręce. Dwa jeszcze czekają w schronisku.
Katarzyna Rossienik