Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Tiry na tory!!!

TIRY NA TORY!!!

Koniec września, piękna pogoda. W samochodzie Grzegorz, pomolog, poszukujący starych, zapomnianych odmian drzew owocowych oraz trzy panie przemiłe, które – założywszy Społeczny Instytut Ekologiczny – redagują teraz “Biuletyn Niecodzienny”. Piątą osobą jestem ja, zaprzyjaźniony z benedyktynami od 24 lat (jadę w charakterze przewodnika). Celem naszej podróży jest bowiem stary klasztor benedyktynów w Lubiniu k. Kościana (fundacja Bolesława Śmiałego). Benedyktyni, najstarsza rodzina zakonna (1500 lat) w całej Europie, utrzymują się m.in. z uprawy ziemi na własne potrzeby; ogrody klasztorne, winnice, pasieki są też pretekstem do pracy fizycznej. Módl się i pracuj – mówi Reguła zakonu. Gościnność jest też wpisana w Regułę i przy każdym klasztorze znajdują się pokoje gościnne, w których za symboliczną opłatą można mieszkać przez kilka dni (www.benedyktyni.pl).

Przed kościołem przepiękny, najstarszy w Polsce kasztanowiec. Grzegorz zbiera kasztany z intencją zadbania o potomstwo pięknego drzewa. Mamy nadzieje, że kasztanowiec przetrwa zarazę (wcześniej był leczony przez mnichów).

Ogród klasztorny jeszcze nie doszedł do siebie; od czasu jego odzyskania w 1989 r. mnisi nie uporali się jeszcze ze wszystkimi zaniedbaniami poprzednich gospodarzy. Oglądamy domek ogrodnika, który stoi pusty. Gdyby ktoś z P. T. Czytelników miał kwalifikacje ogrodnicze, interesował się uprawami ekologicznymi powinien odwiedzić Lubiń.

Następnego dnia wracamy z powrotem do Warszawy. Drogę wybieramy na mapie, przez małe miejscowości, oznaczoną jako lokalną. Jest piękna pogoda, mamy nadzieję zobaczyć złoto-jesienne polskie krajobrazy. I doznajemy szoku: oto co kilka minut mija nas wielki TIR!; na drodze, która na mapie oznaczona jest najmniejszą kreską – jako lokalna! Małe wioski, ludzie od lat przyzwyczajeni do rowerów, dzieci na chodnikach, wąska droga ciasno biegnie wzdłuż zabudowań i starannie utrzymanych ogródków przed domami. W tym wszystkim ogromne TIRy, z trudem mieszczące się między ciasnymi zabudowaniami i ludźmi, bez możliwości manewru. Niszczą drogi – ich przejazd można porównać do rajdu ogromnego czołgu w alejkach ogródków działkowych! Horror!

Kto płaci za zniszczenia dróg lokalnych, przystosowanych do rowerów, furmanek, ruchu pieszego, gdzie nawet samochód osobowy czy dostawczy nie był częstym gościem? Ogromne TIRy, których kierowcy, chcąc oszczędzić parę groszy na benzynie i opłatach, wybierają teraz te właśnie drogi, nie licząc się w najmniejszym stopniu z życiem i potrzebami mieszkańców małych wiosek i miasteczek, niszczą w sposób widoczny infrastrukturę. Skąd władze tych miejscowości mają brać pieniądze na naprawę zniszczeń? Może należa-łoby wprowadzić – jak ongiś – rogatki pobierające opłaty za przejazd przez miasteczko?

Co mają powiedzieć mieszkańcy parterowych domów, których okna wychodzą na ulicę? Są zatruwani spalinami i hałasem. Czy trudno sobie wyobrazić np. cysternę z gazem lub benzyną, której awaria może zniszczyć całą osadę. We wsiach i miasteczkach, przez które przejeżdżamy, okna tych parterowych budynków są nierzadko o mniej niż metr od rur wydechowych samochodów! A ile osób zginęło już pod kołami? Dzieci bawiące się na chodniku, piesi, rowerzyści, dla których rower jest jedynym środkiem dojazdu do szkoły, miejsca pracy.

Nasza trasa ma ponad 300 km i tylko kilka razy mijaliśmy jakieś zakłady przemysłowe. W większości mijanych wsi i osad – co było widać z okna – ludzie utrzymują się z trady-cyjnego rolnictwa, które mogłoby być uważane za ekologiczne. Agroturystyka mogłaby być źródłem utrzymania, gdyby nie TIRy, których ilość jest dla nas po prostu przerażającym zaskoczeniem.

Kto stanie w obronie tych małych osad, wiosek, miasteczek, dosłownie rozjeżdżanych przez TIRy? A same TIRy na platformach kolejowych byłyby bezpieczniejsze w przypadku napadów. Nie niszczyłyby dróg i życia, przestałyby być horrorem dla Bogu ducha winnych ludzi. Czy i kiedy panowie posłowie przyswoją sobie tę oczywistość??

Paweł Zawadzki
Paweł Zawadzki