Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

WIERSZE

***
Źdźbło trawy
zagubione w pajęczynach jesiennego wiatru
w srebrzystych dywanach mchu
jak żagiel samotny
w nieboskłonie sinym
szuka lotu ptaka
przestrzeni ciepłego oddechu
ścian czterech
gdzie ogień i popiół
lepszy od białej zamieci
od niebytu przeznaczenia
***
nad brzegiem potoku
jak czapla stoję na jednej nodze
pożeram ryby
bez ognia
zapachu mięsa
stoję żurawiem u studni
czyham na wodę
nieruchome lustro
to głębia nieba
z kwaśnym deszczem
***
W odosobnieniu
z dala od gwaru ulic
ptaki głoszą nadejście wiosny
zieleń pełza wstydliwie
w zrudziałych kasztanach
z zadyszką dopędza skwery
deszcz w alejach
rozmywa brud rozniesiony na butach
Końcem XX wieku
odczuwamy ból zębów
nie dostrzegamy barw kwiatów
nie słyszymy ptaków
w miejscach odosobnionych

JEDNO SŁOWO
Dziecino możesz spać spokojnie
niech twoje małe serce
nie zrywa się jak ptak
karmiony dla przynęty
równo niech czas odmierza
człowieczeństwem
w słowie tym
Łagodny schył Beskidu
dotykiem palców znajdziesz
i las człowieczy sprawiedliwych
czasem rzucony kamień
Ja wierzę w obraz ptaka
który gołębiem wzlata
z otwartej dłoni
nie z kułaka
I ty nim słońce
wysokim pójdzie lotem
zawierzaj słowu
humanitas
***
mój ogród
z jedną kaliną
dzikim bzem
co rośnie u ścieżki
i jedną pszczołą
tulącą koniczynę
motyl budzący tarninę
skrzydłami ciszy
dzika róża
z czerwonym owocem
barwi sen świtu
oto powalony dom
arka niespełniona
w pokrzywiskach
kłębiących się jak fale
piekąca sól
u progu
ostaje

***
Zimą
ubrane w kwiaty śniegu
kwitną biało lipy
bez muzyki pszczół
bez śpiewu liści
rusałka odeszła w krainę motyli
na skrzydłach ptaków
zostawiając szron
lipa utulona w białą zamieć
śni o lipcowej nocy

PRZEDE MNĄ
Przede mną jesiony rosłe
stoją jak chłopy zalękniona
dzika róża bez czarny
jabłoń stara która babunię
pamięta
Oto dom mój nowy
bez okien i ścian
ulepiony z ciszy
na ojcowiźnie
własny
jak oddech

AZYL
Tarnina na wiosnę
urodziwsza
z nogi na nogę
miedze przestępuje
kolczastą koronę niesie
jak Bóg młody
własne królestwo
odziewa w barwy ochronne

OSTY
Bracia moi
czemu sterczycie w chłodzie
kochacie serca jesienią rozdarte
zimowy księżyc
pędzący z wiatrem
białe całuny szklistych oczu
szczerość wikliny
w wodnym turkocie
W latarniach strachu
stada wilcze
szczekanie obce
homo sapiens
WŁADYSŁAW GRABAN