Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

ZDROWA ŻYWNOŚĆ

Siedzieli przed telewizorem i nie rozmawiali. Żonka chciała wyłonczyć, nu nie pozwolił! Bo cob robili przez cały wieczór?! A?! W klipe grali? Abo w salonowca?!... Znuweś by się kłócili jak w tamte świenta, czy w sobote, jak światło wyłonczyli. A nu, ich!...

Najsamprzód popatrzyli na reklame, bo jej najwienc dawali. Już musić z tysionc razów jej widzieli. Aż hadko patrzeć!... Nu ale co zrobisz?! Znuweś te „dwa paluszki” i „Head and Shoulders”... A to i pieluszki „Pampers” na dodatek. A nu, ich!...

Nu żonkie znerwiło dopieru, jak kazali w „Arielu” prać: „Pranie czyste jak łza!”...

– Żeb was pokrenciło z to reklamo! – stała bluźnić – Tylko wyciongajo z ludziów pieniondzy. A renty starcza na pół miesionca... A nu, was!... A palcy po praniu i tak pokrencone...

– Nu, to co zrobisz? – Powiedział – zaodraz dobawił – Tak musi być!

– Nie musi! – stała gadać swoje – Najlepiej prać w szarym mydle! I jeszcze taniej wychodzi. Spraktykowała już przed wojno... A na włosy najlepsze mydło dziegciowe...

To powiedziawszy, żonka spójrzała na mnie i dawaj rozkazywać: – Weź jego i umyj głowe, bo łupież biała, aż hadko patrzeć!...

A to podejszła do telewizora i wyłonczyła jego. A nu, jej!... Nawet i nie protestował, bo nadojedli mnie te ichnie reklamy. A najwienc nie podobali sie jak zachwalali zagraniczne napoji bombelkowe... A nu, ich! Toż to woda perfumowana z cukrem o podobie cytryny... A jakie drogie chalery! Za jednego chco dziesieńć tysionców... A z czarnej porzeczki, czy jabków samemu możesz zrobić za groszy... Abo kwasu chlebnego na ten przykład... Kiedyści, jeszcze przed wojno, to kupowali buze. Była ona takoż buszujonca jak szampan... I lekarzy zalecali jej na wzdeńcia. Taka zdrowa była! Nu, to porozmawiali o zdrowej żywności.

– Sanepid – stała żonka zagajać – każe kupować zdrowe żywność.

– No to co z tego! – zaprotestował. – Toż ona nie wyglonda zachencajonco... Ludzi nauczyli sie łapać wszystko, co bliszczonce, w pozłotku, znaczy. A u nas nie wszystkie jeszcze zapakowane, jak należy...

– Masz racje! – pochwaliła mnie żonka, chociaż raz zadowolniona.

To postanowili kupować tylko zdrowe żywność. Zaodraz z samego rania pojszli do naszego sklepu i poprosili o buze.

– Czego państwo sobie życzycie?! – zdziwiła sie sklepowa.

– Chcieli buzy ze trzy butelek – powiedziała żonka.

– A co to jest ta „buza”?! – rozdziawiła sie na nas.

– Jak to co?! – wtroncił swoje trzy groszy. – Nie wie?!... Toż to taki napitek z jaglannej kaszy!...

– Z jakiej kaszy?! – jeszcze wienc zdziwiła sie sklepowa.

– O, wszystkie świente!... Nie wie?! – Teraz ja czuć nie zemglał: – Toż dawniej jej nazywali prosiano kaszo!...

– O, jagły! – stała śmiać sie jak nakrencona – Nie, takiej nie mamy. I dawaj zaodraz protestować i radzić: – Może państwo wezmą „pepsi”. To napój dobry, orzeźwiajacy...

– A nu, jego z „pepsi”! – zawołał zły i dobawił: – W takim razie poproszę o szampana z serwatki...

– Jakiego?! – rozdziawiła sie znuweś.

– Nu, takiego biezalkoholowego, co jego robio z serwatki. Bo my same jest niepijonce...

– Szampan z serwatki! Dobre sobie!! – stała sie śmiać sklepowa – Czegoś takiego jeszcze nie widziałam!...

– Z czego tu zemby golić? A?! – zauważył – Toż lepszy on od „pepsi” i inszych zagranicznych napitków. A to jeszcze do tego i zdrówszy!... Niech sama pospróbuje, to bendzie wienc chciała! – zawołał.

Nu, to sklepowa pokiwała tylko głowo, nic nie rozumiawszy. A nu, jej!...

– Ot i masz tobie! – zawołała żonka, jak wyszli ze sklepa na podwórek – Weź tu i kup zdrowe żywność! – dobawiła na ostatek.

Takim sposobem wrócili do domu nic nie kupiwszy i żonka zaodraz stała rozczyniać zakwaskie chlebowe, żeb starczyło na trzydzieści butelki...

Teraz, jak zasiondniem do telewizora i pokazujo reklamy z zagranicznymi soczkami i inszymi bombolkowymi napitkami, to śmiejem sie z tych wszystkich, co ich kupujo. I popijawszy kwasu chlebnego mówim: „Szkoda, co buze przestali produkować.” Żeb pamientali jej smak! Ho, ho, ho!...

A i kwas chlebny, dobra rzecz! Jak zjesz, nawet i co tłustego, to jak im popijesz, zaodraz zgaga puszcza!... To odpokond jego znuweś pijem, zaodraz zdrowe sie poczuli. A kto nie wierzy, niechaj przyjedzie do nas, na wieś! Wszystkie poczenstujem za darem. I jeszcze na drogie damy, żeb nie umarli z pragnienia!...

Mieczysław Czajkowski
Tekst nadesłany na konkurs literacki
„Ekologizm – przewartościowania w kulturze”
Copyright by Klub Środowisk Twórczych
Mieczysław Czajkowski