RENFE czyli Mańana
, wrzesień 2003 [Transport]_pliki/k.gif) |
20.9.2002 w Wiadomościach TVP 1 o 19.30
opisana była podróż Ministra Infrastruktury Marka Pola do Hiszpanii,
gdzie dowiadywał się jak należy budować autostrady w tempie
hiszpańskim - tzn. 500 km rocznie. Jednocześnie widzowie telewizji usłyszeli
komentarz, iż w kraju tym nie podróżuje się już kolejami,
które w Polsce wciąż są tak popularną formą transportu.
|
Istotnie, po moim dłuższym pobycie w Hiszpanii stwierdzam,
iż dziennikarze mają rację - kolej w Hiszpanii w ogóle nie jest
popularną formą transportu. W zasadzie niemalże nie istnieje, nie
licząc kolei podmiejskich CERCANIAS i szybkiej kolei AVE. Co więcej
- wsiadając w hiszpański pociąg, nie mamy żadnej pewności,
że dojedziemy tam, gdzie zamierzamy. Podczas gdy wsiadając w
pociąg kolei duńskich, belgijskich, holenderskich, niemieckich czy szwajcarskich
możemy być na 100% pewni, iż bezproblemowo dotrzemy do stacji docelowej.
Od pewności, że dotrzemy do miejsca przeznaczenia zależy przecież
popularność kolei. Ale w Hiszpanii o tym zapewne nie wiedziano.
Kolej w Hiszpanii po prostu nie tworzy systemu komunikacyjnego, a to co jest,
przypomina skrawki systemu, mieszankę rozmaitych operatorów, w ogóle
ze sobą nie współpracujących, mimo że ci przewoźnicy
stanowią jedną kolej RENFE, lecz jak widać, źle zorganizowaną.
Nie ma spójnego systemu biletowego, a większość pociągów
międzyregionalnych objęta jest całkowitą rezerwacją miejsc,
co sprowadza się do tego, że w szczytach komunikacyjnych najczęściej
ich brakuje więc nie pojedziemy koleją. Zniechęca to pasażerów.
Kolei hiszpańskiej nie da się lubić. Słaba oferta, wysoka
niepewność podróży związana z obowiązkową rezerwacją,
fatalne przesiadki, a nawet strajki (sporadyczne ) -wszystko to doprowadziło
do odpływu pasażerów. To w Hiszpanii po raz pierwszy w życiu
widziałem pociąg regionalny całkowicie bez pasażerów!
Hiszpanie gromadnie wybierają pewniejszą i tańszą komunikację
autobusową - tutaj konkurencja wielu operatorów skutecznie obniżyła
ceny, poniżej poziomu kolei. Na najważniejszych liniach operatorzy autobusowi
wprowadzili ruch cykliczny i przejęli pasażerów dobrą ofertą.
W autobusach emitowane są filmy video, wyłożono czasopisma i gazety dla
pasażerów itd. Kolej RENFE była z tymi innowacjami zazwyczaj mocno
spóźniona, zresztą brak konkurencji wśród operatorów
kolejowych powodował stagnację, brak postępu i ogromne opóźnienie
rozwojowe. Dziś konkurencja zepchnęła kolej dalekobieżną do roli
jednego z wielu przewoźników autobusowych, bo inaczej nie można nazwać
efektu ekonomicznego marginalizacji, jaki powstał.
Hiszpania tak naprawdę jest bardzo podobna do Polski. Podobna powierzchnia,
podobna liczba ludności - 38 mln, podobna kultura - podobnie 90% ludności
jest wyznania katolickiego. Nawet stolica kraju, miasto Madryt ma podobne położenie
względem reszty kraju i stał się stolicą w tym samym okresie co Warszawa.
Podobna jest struktura gospodarki z dużym udziałem państwa, system szkolnictwa
a nawet liczba wulgaryzmów w języku. I koleje: podobne, niepodobne. Co mocno
odróżnia koleje hiszpańskie od polskich, to znacznie mniejsze zatrudnienie.
Grupa RENFE zatrudnia 33,7 tys. pracowników (2000 r.), podczas gdy grupa PKP zatrudnia
dziś ok. 130 tys. osób. Jednak infrastruktura obu kolei znacznie się
różni - koleje w zachodniej Polsce przechodzą przez centra miast,
dworce otoczone są zabudowaniami, stanowiły strefę urbanizacji.
W Hiszpanii tego nie widać - linie zazwyczaj mają przebieg peryferyjny,
a dworce są poza centrami urbanizacji, co jest dowodem na to, iż kolej
i w przeszłości nie była podstawą transportu. Dług kolei
hiszpańskich RENFE wynosi 8 140 milionów euro (1994), przewozy pasażerskie
wynoszą 437,. 8 mln pasażerów (2000) i wzrosły o 4,5% od 1999 r.
Wykonano 18 miliardów pasażerokilometrów.
W Hiszpanii przeprowadzono brutalną reformę kolei, bowiem rozdzielono wszystkie
segmenty rynku - koleje podmiejskie, regionalne, dalekobieżne i szybkich
prędkości (Cercanias, Regionales, Grandes Lineas, AVE), tworząc z nich
jakby odrębne przedsiębiorstwa w ramach grupy handlowej kolei państwowej.
Krok ten był dobry, jednak rozdzielenie systemów biletowego i informacyjnego
było ewidentnym błędem. Pogorszyło to znacznie transport publiczny
- podróżny jest zmuszony udać się do kilku kas, jeśli chce
skorzystać z usług kilku przewoźników. Brak wspólnej
polityki informacyjnej powoduje, iż na dworcach każda jednostka
ma własną odrębną planszę z rozkładem jazdy.
Pasażer, widząc brak wspólnej polityki informacyjnej, nie
korzysta z przesiadek, a transport kolejowy traci na znaczeniu. Brak
jest kolei-systemu w rozumieniu zachodnioeuropejskim.
Można by rzec, iż każdy operator ciągnie w swoją stronę, nie
wiedzieć czemu nie uznaje się przesiadek i każdy przewoźnik dba tylko
o swój interes. W Hiszpanii nie ma informacji o usługach innych
przewoźników i skomunikowaniach, w rozumieniu tego wypracowanego
systemu informacyjnego w Niemczech, Szwajcarii lub Anglii. Dla przykładu,
wiele pociągów międzyregionalnych objętych jest rezerwacją
i prawdopodobieństwo iż nie zrealizujemy podróży w pożądanym
przez nas terminie z powodu zajęcia miejsc jest duże, na tyle by
zniechęcać do kolei w ogóle. We wszystkich dobrych kolejach
europejskich pociągi międzyregionalne nie mają miejscówek,
by nie ograniczać sztucznie popytu, by pasażer miał
możliwość podróży spontanicznej i był wolny w swoich decyzjach.
Zazwyczaj istnieją rezerwacje na życzenie podTransportgo, a informację
o rezerwacji umieszcza się przy wejściu do przedziału (Słowacja) albo
obok fotela. Lecz w Hiszpanii wprowadzono obowiązkowe miejscówki dla
wszystkich podróżnych. Ostatnio czytałem w jednym ze szwajcarskich
czasopism list czytelnika, który w czasie popytu w Hiszpanii nie mógł
z tego powodu podróżować koleją i zwiedzać kraju i bardzo
chwalił wszystkie 57 kolei szwajcarskich za to, że w ogóle nie
stosują obowiązkowych miejscówek. Mnie samego zresztą dotknął
ten problem: próbując zarezerwować miejsce w pociągu, trzykrotnie
odpowiedziano mi w kasie mańana - dopiero jutro dostępne są wolne miejsca.
W tej sytuacji nie można dziwić się Hiszpanom, że wybrali autobusy
Najgorzej na reformie wyszły pociągi regionalne. Z nielicznymi wyjątkami
pociągi regionalne kursują niezwykle rzadko, miejscami tylko kilka razy
dziennie, przypominając nieco koleje polskie. Ich udział w rynku transportowym
jest znikomy - pociągi regionalne obsługują zaledwie 2,5 miliarda
pasażerokilometrów, około 1/8 część całej pracy
przewozowej kolei. W podróżach regionalnych także zdecydowanie
dominują autobusy, kolej oferuje jedynie nieliczne połączenia.
Zastraszające może być liczbowe porównanie oferty kolejowej
i autobusowej na wspólnych dworcach intermodalnych, jak np. estación
intermodal de Almeria, gdzie tylko około co setny odprawiany pojazd
to pociąg!
Na szczęście istnieje kilka przedsiębiorstw komunalnych
- kolei regionalnych kontrolowanych przez władze regionów.
Tutaj kolej zdecydowanie rozkwitła, przejmując dużą
część pasażerów i oferując dobrą ofertę
przewozową. Koleje takie dominują na północy Hiszpanii,
w bogatym kraju Basków i Katalonii (FEVE, FGC, EuskoTren). Patrząc
na pociągi baskijskiego przewoźnika EuskoTren jest aż
niewiarygodne, na jak wysoki poziom techniczny można doprowadzić
koleje wąskotorowe. Częstotliwość co 30 minut w obrębie
aglomeracji jest normą.
Wśród polskich kolejarzy Hiszpania jawi się jako kraj,
gdzie buduje się nowe linie szybkich kolei. Istotnie, właśnie
powstaje linia łącząca Barcelonę z Madrytem. Lecz obecnie
te dwa kilkumilionowe miasta łączy zaledwie 6 pociągów
pasażerskich dziennie - głównie nocne i międzynarodowe!
Pasażerowie wybierają szybsze i tańsze autobusy. Konkurencja
wypchnęła kolej z rynku we wszystkich miejscach, gdzie tylko mogła.
PKP też będzie jak RENFE. Idą w stylu kolei RENFE, podobnie
do zwyczaju hiszpańskiego wprowadzili obowiązkowe miejscówki,
nie do nabycia na mniejszych stacjach i przystankach, rozdzielili systemy
sprzedaży biletów przewoźników. To jest groźny kierunek
zmian. Pasażer odejdzie, obrażony mańaną. No cóż,
Trzeci świat wita.
Adam Fularz
NOWE FINANSOWANIE AUTOSTRAD
|
Prezes Rady Ministrów
listem nr RM 10-75-03 skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie
ustawy o autostradach płatnych oraz o zmianie niektórych ustaw
(druk sejmowy 1807). Celem projektu jest pozyskanie środków
na budowę autostrad poprzez dodatkowe opłaty nakładane na
ludność, a gromadzone w funduszu celowym. Jest to kolejna
próba rozwoju sieci autostrad w Polsce. Warto zastanowić
się, dlaczego - mówiąc językiem polityków
- rząd idzie w zaparte i chce budować autostrady,
mimo że od wielu lat mu się to nie udaje? Autostrady
to droga inwestycja. Ale w Polsce prywatny kapitał inwestuje
w Transport drogie przedsięwzięcia, jak np. huty, stocznie,
stacje radiowe i telewizyjne i wiele innych. Dlaczego nie robi tego w
odniesieniu do autostrad? Albo jest głupi i nie widzi, jaki to
wspaniały interes albo... przeciwnie, wie, że nie jest to
dobry interes i nie ma zamiaru na nim tracić. Dlaczego więc
państwo ma inwestować w kiepski biznes? Może dlatego, że
to dobra szansa na to, aby coś zatrzymać dla siebie?
Osoby zainteresowane projektem powinny kontaktować się
z posłami, np.
Posłanka Maria Nowak (PiS)
ul. Jagiellońska 7/6
41-503 Chorzów
tel. 0-32/241-09-41
fax 0-32/249-11-11
www.sejm.gov.pl
Piotr Szkudlarek
|
|