Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

CHAOS NA KANADYJSKIEJ SCENIE POLITYCZNEJ

W artykule pt. Neokonserwatyści: świeża krew Nowej Prawicy, opublikowanym w The Globe and Mail (wysokonakładowa gazeta, ukazująca się w Toronto, o orientacji kapitalistycznej i lewicowo-liberalnej), Miro Cernetig cieszył się z powstania ugrupowania będących na czasie prawicowców zwanych „neokonserwatystami” – w odróżnieniu od „Jahusów”, zacofanych Ciemnogrodzian, paleokonserwatystów. Artykuł Cernetiga jest dowodem na postępujący rozkład sceny i kultury politycznej w Kanadzie. Neokonserwatyści nie bardzo chcą się przyznać, że w organizmie politycznym Kanady są ciałem obcym.

Znienacka zaczynają również wyrażać swoje rozczarowanie polityką Briana Mulroneya (premiera Kanady w l. 1984-93, przywódcy Partii Postępowo-Konserwatywnej, który w wyborach w l. 1984 i 1988 odnosił zdecydowane zwycięstwo) – gdy tymczasem David Frum (czołowy pisarz neokonserwatywny w Kanadzie, znany również w USA) jest autorem licznych artykułów, w których zażarcie bronił dorobku politycznego Mulroneya. W numerze „Saturday Night” (wysokonakładowe czasopismo z Toronto) ze stycznia-lutego 1991 r., Frum chwalił Mulroneya za podwyższenie maksymalnej liczby legalnych imigrantów do 250 000 rocznie, gdy w ostatnim roku rządów Trudeau*) limit ten wynosił około 54 000 osób. Takie oświadczenia neokonserwatystów dziwnie nie zgadzają się z programem Partii Reform (założonej w 1987 r., od 1993 głównej partii prawicowej w Kanadzie, opowiadającej się za zmniejszeniem imigracji), gdy wiemy, że oni sami podają się za jeszcze bardziej prawicowy odłam tego ruchu. Warto dodać, że głośno wyrażali swe poparcie dla podstawowego elementu polityki Mulroneya, Umowy o Wolnym Handlu między USA i Kanadą, dzięki której frakcja Mulroneya wygrała w wyborach 1998 r. Dziwny to „ruch”, zdalnie sterowany przez „guru” Davida Fruma z jego gniazdka w The Wall Street Journal i „Forbesa” (ten pierwszy podaje się za głos finansjery z Wall Street, to ostatnie pismo śmiało nazywa siebie „narzędziem kapitalizmu”).

W artykule Cernetiga, chyba po raz pierwszy w Kanadzie tak wielkie znaczenie odegrało określenie „paleo-konserwatysta” i nie trzeba chyba tłumaczyć, że jest to miano pejoratywne. Zaproponowany przez autora, zabawny test stwarza podział na paleokonserwatystów – ciemniaków i zacofańców – i błyskotliwych intelektualistów, czyli neokonserwatystów. Pomijając fakt, że samo określenie powstało w Ameryce (jak pewnie wszystkie hasła w słowniku neokonserwy), warto bliżej przyjrzeć się rozróżnieniu na te dwa obozy, które funkcjonuje w polityce amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych istnieje polityczny i intelektualny nurt paleokonserwatywny – oddzielany od hipotetycznej ciemnoty z zabitych dechami wiosek – który stanowczo atakuje neokonserwatystów. Co ciekawsze, amerykańscy paleokonserwatyści mają prawdopodobnie więcej wspólnego z niektórymi tendencjami socjaldemokratycznymi (czego dowodem niech będzie np. sojusz Pata Buchanana, Rossa Perota, Jesse Jacksona, Koła Murzyńskiego w Kongresie i związków zawodowych, wymierzony przeciw NAFTA). Najwybitniejsi rzecznicy takiego zbliżenia paleokonserwatywno-socjaldemokratycznego to m.in. nieżyjący już Christopher Lasch, Amitai Etzioni i Jean Bethke Elshtain. Atakujący establishment teoretycy paleokonserwatywni w rodzaju Paula Gottfrieda (praktycznie nieznanego w Kanadzie) rozumieją – podobnie jak ich sprzymierzeńcy z lewicy – że ruch neokonserwatywny w dużym stopniu reprezentuje „prawicowe” skrzydło reżimu kierowniczo-terapeutycznego i podporządkowanego korporacjom państwa, któremu szczególnie zależy na wprowadzeniu regulacji wymierzonych przeciwko amerykańskim robotnikom (różnego rodzaju obniżki i likwidacje zakładów), bez których to posunięć zagrożone zostałoby istnienie systemu.

W Kanadzie ostatnim znaczącym „Torysem starej szkoły” – pod pewnymi względami podobnym do amerykańskich intelektualistów paleokonserwatywnych – był filozof nacjonalistyczny i tradycjonalistyczny, George Parkin Grant, który niezmiennie szanował kanadyjską tradycję socjaldemokratyczną, w zamian za co szacunkiem darzyli go niektórzy myśliciele lewicowi. Można zaryzykować twierdzenie, że głównym problemem Kanady jest to, że jedna trzecia jej dziejów i tradycji politycznej, to znaczy autentyczny toryzm (przeciwstawiony liberalizmowi i socjaldemokracji) została wycięta ze współczesnego życia społecznego, ze zbiorowej pamięci, systemu wychowania i mass mediów. Socjaldemokraci zbyt są zajęci znajdowaniem dla siebie miejsca w neokonserwatywnym porządku gospodarczym, zakładaniem kasyn i urządzaniem lukratywnych loterii, by zwracać uwagę na ponoszone straty.

Tym sposobem Kanadyjczycy są w dużej mierze uwarunkowani i kształtowani słownictwem politycznym i społecznym pochodzenia głównie amerykańskiego – gdy Stany Zjednoczone stanowią zarazem najpotężniejszy system dominacji na świecie, jak i kolebkę wszelkich postaci filozoficznego liberalizmu, z neokonserwatyzmem włącznie. W miarę amerykanizacji Kanady neokonserwatyzm będzie zapewne rósł w siłę, zwłaszcza w obliczu braku jakiejkolwiek znaczącej rodzimej siły politycznej na prawicy, która mogłaby stać się dla niego przeciwwagą.

Wizję neokonserwatywną można śmiało utożsamić z tworzeniem świata gotowego na przyjęcie McDonaldów i MTV, pożywki dla korporacyjnej, terapeutycznej i konsumpcyjnej antyutopii technologicznej, dla której pewien francuski komentator ukuł nazwę „koszmaru z klimatyzacją”. John Gray (przedtem wykładający w Oxfordzie, obecnie w London School of Economics) był niegdyś klasycznym liberałem i zwolennikiem Friedricha Hayeka, , natomiast w książce Poza Nową Prawicę: Rynki, rząd i wspólne środowisko (Routledge, 1993) zmienia się w „prawicowego Zielonego”, społecznego – a nie ekonomicznego – konserwatystę i stuprocentowego myśliciela ekologicznego.

Tak się nieszczęśliwie składa, że neokonserwatywna „świeża krew” zbytnio zajęła się utwierdzaniem potęgi „ruchu” – i swojej w nim pozycji – by zajmować się tak głębokimi zagadnieniami. Warto zauważyć, że niedawno zlikwidowanego Idlera (niskonakładowy kwartalnik literacki w Kanadzie, reprezentujący łagodnie konserwatywną orientację; założony w połowie l. 80., wiecznie borykający się z trudnościami finansowymi) można byłoby uratować dzięki mikroskopijnej cząstce funduszy, które pozostają do dyspozycji fundacji neokonserwatywnych w USA. Ostatni numer kwartalnika z lata 1993 poświęcony był (co zapowiadano w przedmowie) Davidowi Frumowi, który wystawił pismu „hojny czek, bez zobowiązań”; co więcej, David Warren został ponownie redaktorem Idlera za sprawą pani Devon Cross z Fundacji Kanadyjskiej Donnera (uważanej przez niektórych za wielce przychylnie nastawioną do propozycji neokonserwatywnych). Ostatecznie jednak neokonserwatystom nie przypadły zapewne do gustu zbyt eklektyczne zainteresowania literackie pana Warrena, który nie okazał się wart zachodu i pieniędzy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wytyczną stało się podporządkowanie kultury literackiej porządkowi ekonomicznemu.

Perspektywa wzrostu znaczenia kanadyjskich neokonserwatystów nie wróży najlepiej demokracji społecznej w tym kraju; zapewne nie będą nią również zbytnio zachwyceni szeregowi członkowie Partii Reform (zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę nieuchronne tarcia, jakie powstaną wobec istnienia ruchu wewnątrz ruchu); obraz taki nie zrobi jednak szczególnego wrażenia na nielicznych, zatwardziałych filozofach i „Torysach starej szkoły”, którzy jeszcze przetrwali w Kanadzie.


Marek Węgierski
tłum. Jacek Spólny

*) Pierre Elliott Trudeau, premier Kanady w l. 1968-84, polityk Partii Liberalnej, znany jako liberał lewicowy
Marek Węgierski