Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI DLA EKOLOGA

Ekskluzywne wydawnictwo Jacek Santorski & CO w 1997 r. udostępniło czytelnikowi polskiemu książkę Kena Wilbera pt. Krótka teoria wszystkiego, wydaną rok wcześniej przez Autora pod identycznym tytułem, tyle że po angielsku. A więc przede wszystkim wypada pogratulować wydawcy sprawności zawodowej, która pozwala nam zapomnieć o praktyce wydawniczej lat minionych, gdy bestsellery naukowe docierały do nas po latach.


Recenzowanie książek uważałem zawsze za zajęcie raczej relaksowe, ta książka jest pierwszą, którą – moim zdaniem – nie jest łatwo zrecenzować, tzn. podać czytelnikowi na tacy w możliwie krótkim omówieniu: to nie są sprawy do przekazania w kilku zdaniach. Po co więc pisać taką recenzję i publikować w ZB? Powód jest niezwykle ważny: środowiska naszych ekologów żyją ideami sprzed ćwierćwiecza lub więcej, mają wręcz dziecinne wyobrażenia przyrody, życia, roli człowieka, stosunku sfery duchowej do materialnej itp. Książka Wilbera wydobywa czytelnika z tej sadzawki intelektualnej przestarzałości lub mówiąc łagodniej – z embrionalnej fazy rozwojowej ruchu ochrony środowiska, którą każdy ruch musi przejść, choć nie każdy ruch z niej wychodzi, czasem w tej fazie zamiera.
Ale jak już wspomniałem, nie jest to łatwa książka. Aby ją scharakteryzować, trzeba najpierw określić, czym teoria Wilbera nie jest. Nie jest teorią wszystkiego w rozumieniu fizyki teoretycznej.
Albertowi Einsteinowi zawdzięczamy wszyscy nie tylko klucz do odkrycia energii nuklearnej, ale przede wszystkim świadomość równoważności wszystkich punktów odniesienia, dzięki czemu zrozumieliśmy, że dla różnych ludzi i różnych warunków prawda może mieć inną postać, a co za tym idzie, nikt nie ma prawa narzucać drugiemu własnych przekonań. Tak to można ująć w największym skrócie. Ten geniusz wszechczasów umierał jednak niepocieszony: nie udało mu się sformułować jednolitej teorii pola, ujmującej całą wiedzę fizyczną w jednej formule. Pracę tę kontynuowali jego następcy, którzy zgodzili się, że na poziomie mikrofizycznym występują oddziaływania atomowe silne i słabe, na naszym, tzn. makropoziomie, tym spójnikiem przyrody jest elektromagnetyzm, a na poziomie mega – poziomie planet – grawitacja. Z tych dociekań zaczęły powstawać fizykalne „teorie wszystkiego”, będące próbami spełnienia idei Einsteina. Te teorie opracowane w symbolicznym języku matematyki przyjęły postać teorii strun i superstrun (superstrings), nieprzekładalnych pojęciowo na język potoczny.1) Otóż teoria Wilbera nie ma z tymi teoriami nic wspólnego.
W ślad za tymi fizykalnymi teoriami zaczęły się pojawiać tzw. Wielkie Unifikujące Teorie (GUT – Grand Unified Theories), czyli teorie wielodyscyplinarne, ujmujące dynamikę i jedność całego realnie istniejącego świata materialnego, psychologicznego i symbolicznego. Można tu wskazać Tao fizyki Fritjofa Capry, Twórczy kosmos Ervina Laszlo lub Ukryty porządek Dawida Bohma. Te najwybitniejsze umysły naszych czasów widzą wszechświat jako drzewo rozwijające się z pestki zawierającej w genach „ukryty porządek”, który się objawia w dalszych fazach życia drzewa, aż do jego naturalnej śmierci.
Nie jakaś mętna ideologia czy poezja, lecz fizyka kwantowa doprowadziła D. Bohma do przekonania, że wszechświat na swym najbardziej głębokim poziomie charakteryzuje się intergralnością. Ani ja, ani Ty nie możemy zrobić niczego, co by nie było ściśle związane z innymi zjawiskami we wszechświecie. Dla Bohma czas, przestrzeń i materia są jedynie aspektami realnie istniejącej, integralnej całości, którą nazywa „ukrytym porządkiem” (implicate order). Twierdzi on, że stosowany przez współczesnych redukcjonizm pojęciowy (dzielenie na coraz mniejsze wycinki i „obrabianie” takich preparatów) uniemożliwia nam zrozumienie, że wszystkie rzeczy egzystują jedynie jako integralne części wszechogarniającej, jednolitej całości, nieustającego procesu przepływu, który Bohm nazywa ruchem powszechnym. Ten ruch nie jest ruchem mechanicznym, jak ruch młynka do kawy. Indywidualna świadomość człowieka wchodzi w skład uniwersalnej świadomości, inteligencja jednostki zakorzeniona jest w ruchu powszechnym, ma wymiar kosmiczny.
Teoria Wilbera nie jest jedną z tych teorii, jakkolwiek opiera się na nich. Czym więc jest? Przyznaję, że miałem trudność z odpowiedzią na to pytanie, dopóki nie trafiłem na ostatnią książkę Wilbera2) i na wywiad z nim w biuletynie Sieci Naukowej i Medycznej, do której mam przyjemność należeć.3) Wilber ma świadomość, że minęły już czasy, w których duchowość i przekonanie, iż śmierć fizyczna jest tylko przejściem do innej formy bytu, należały do sfery wiary. Dziś wiarę wspiera coraz potężniej wiedza naukowa, zwłaszcza nowe odkrycia dotyczące energetycznej a nie materialnej natury świata, wbudowanej w ten świat (jak kto woli: przez Stwórcę lub Naturę – co na jedno wychodzi) zdolności do kreatywnego rozwoju, rodzącego życie biologiczne o rosnących poziomach świadomości, wraz z ewolucją coraz bardziej dematerializującej się. A więc prawda nauki ma się utożsamiać z prawdą wiary?
Wilber wie, że istnieją „fundamentaliści” religijni, którzy uparcie wierzą, że świat powstał 4000 lat p.n.e. w gotowej postaci, i „fundamentaliści” naukowi, którzy okopali się w kręgu nauki materialistycznej. Dystansując się od jednych i drugich, Wilber szuka wspólnej platformy dla syntezy nauki i wiary religijnej, co określa mianem epistemologicznego pluralizmu, małżeństwa sensu i duszy. Może jest to osobiste skojarzenie, ale czytanie Wilbera przypomniało mi ostatnią encyklikę papieską, podchodzącą do tego samego zagadnienia inną ścieżką. To tłumaczy mi powszechne uwielbienie z natury ekskluzywnego i zawistnego środowiska naukowego, z jakim spotkał się ten stosunkowo młody, bo czterdziestokilkuletni autor.
Wilber doszedł do przekonania, że istnieje hierarchia, czyli „spektrum” świadomości, której poszczególne poziomy przypominają pudełka coraz większe i umieszczane w coraz większych pudełkach. Wilber jest przekonany, że najgłębsza świadomość człowieka jest identyczna z absolutną i ostateczną rzeczywistością wszechświata, zwaną różnie: Tao, Bramanem, Dharmakają, Bogiem, Allahemby użyć tylko kilku nazw. Człowiek traci z pola widzenia tę nadrzędną jedność i wtedy wpada w duchowe pułapki. Niższe poziomy świadomości stanowią jakby stopnie, przez które człowiek musi przejść w drodze do samopoznania.
Poglądy Wilbera stanowią w pewnym sensie testowy egzamin dla ekologa: kto przez nie przejdzie, potrafi więcej dostrzec i zrozumieć. Ale tego nie da się podać w pigułce, przyroda niczego nie daje za darmo: trzeba zmusić się do przeczytania tej książki ze zrozumieniem.

Jan M. Szymański
Fundacja HSR
 skr. 104
90-955 Łódź 8
e-mail: szyman@krysia.uni.lodz.pl

Ken Wilber, Krótka historia wszystkiego (A Breif History Of Everything), przeł. Henryk Sma-gacz, Wydawnictwo Jacek Santorski & CO, Warszawa 1997.
1) Michael J. Duff, The Theory Formerly Known as Strings [w:] „Scientific American” z lutego ’98.
2) Ken Wilber, The Marriage of Sense and Soul, Newleaf 1998.
3) The Marriage of Sense and soul. Interview with Ken Wilber [w:] „Network” nr 67 z sierpnia ’98.
Jan M. Szymański