Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

JESZCZE DZIKIE GORGANY

Mało zostało takich miejsc w Europie, które do dnia dzisiejszego pozostają tak dzikie i nieujarzmione, jakimi są jeszcze Gorgany. Zupełnie brak w nich infrastruktury turystycznej, a o schroniskach, polach namiotowych, czy campingach można tylko pomarzyć. Może właśnie to, że Gorgany pozostały do dzisiaj tak dzikimi i niedostępnymi górami przyciąga prawdziwych koneserów turystycznej włóczęgi. W Gorganach właściwie można liczyć wyłącznie na siebie, a przeżycia, smak nieujarzmionej przyrody, długo pozostaje w pamięci.

W tym roku los okazał się dla mnie szczęśliwy. Udało mi się odwiedzić te piękne i niedostępne góry. Kilka lat temu przemierzyłem zachodnią część Gorganów, a obecnie uczestnicząc w wycieczce Klubu Karpackiego z Krakowa (któremu przewodniczy Maciek Żemojtel) odwiedziliśmy część wschodnią Gorganów (masyw Sywuli i Połonina Czarna). Wyprawa zorganizowana w dniach 5-11.8.2001 obfitowała w wiele ciekawych przygód i oprócz niezaprzeczalnej satysfakcji przejścia dzikich gór przyniosła wszystkim uczestnikom wyprawy wiele nowych doświadczeń.

Klub Karpacki działa w obecnej formie stosunkowo niedawno (bo od 1994 r.) i jego celem, oprócz wykwalifikowanej turystyki górskiej jest pogłębianie wiedzy z zakresu kultury, przyrody i historii Karpat. Jego członkiem może zostać każdy, kto decydując się na wyprawę, chce śmiało przemierzać trudne karpackie szlaki. Trzeba przyznać, że nie są to wycieczki łatwe. Od każdego uczestnika (oprócz podstawowych zasad turystyki górskiej) wymagana jest pewna odporność na warunki terenowe (które mogą być trudne) oraz chęć współpracy w zespole. Klub posiada własne, sprawdzone na wielu wycieczkach (Polska, Słowacja, Ukraina, Rumunia) metody działania w terenie i nawiązuje w swojej działalności do prekursorów polskiej turystyki. Nie rezygnuje także z wielu współczesnych udogodnień zmniejszających ciężar plecaka i ułatwiających poruszanie (kijki do podchodzenia, odpowiednie obuwie, lekkie kuchenki gazowe).*

Tak o Gorganach pisał dr Mieczysław Orłowicz – jeden z twórców Lwowskiego Akademickiego Klubu Turystycznego w „Ilustrowanym Przewodniku Po Wschodnich Karpatach Galicyi, Bukowiny i Węgier” 1914 r.: „Gorgony – jest to część Beskidów Wschodnich, ograniczonych od wschodu dol. Prutu, od zachodu Świcy i Mizuńki (...). Abstrahując od Tatr, to najdziksza i najniedostępniejsza część Karpat galicyjskich. Nazwa ich pochodzi od głazów olbrzymiej wielkości, które zalegają ich szczyty, a nierzadko i stoki, a po których droga jest nadzwyczajnie nużąca. Stoki ich porastają dziewicze lasy, pełne wykrotów i powalonych przez wichury próchniejących drzew – a wyżej panoszy się niezwykle gęsta i wysoka kosodrzewina (zwana tu żereblem), przerywana miejscami przez zesypiska głazów, zwane grechotami, od dźwięku jaki wydają przy wchodzeniu na nie. Zachowały się tu też limby i to w ilości o wiele większej, niż w Tatrach. Szczyty Gorgan, śmiało zarysowane, oddzielone od siebie niskimi przełęczami i głębokimi dolinami, pod względem piękności i rozmaitości krajobrazu przewyższają o całe niebo kopulaste Bieszczady i monotonny wał Czarnohory. Gorgany są najbardziej bezludną grupą Beskidów Galicyi. Na obszarze 40 km szerokości, od Wyszkowa po Jasinę i od Perehińska po Niemiecką Mokrę, nie ma wewnątrz pasma żadnych wsi. Jedynie dwie osady tartaczne, Osmołoda i Rafajłowa, mały zakład kąpielowy w Podlutem, kilka leśniczówek – i to wszystko. Połonin mało – ich miejsce zajęła kosodrzewina, więc i bydła niewiele, i szałasów brak prawie kompletny.” Tak o Gorganach pisał przeszło 80 lat temu – Mieczysław Orłowicz, jeden z nestorów polskiej turystyki krajoznawczej.

Czy zmieniło się coś od tamtego czasu? Jakie zmiany zaszły w przyrodzie? Czy Gorgany pozostały jeszcze dzikimi górami, czy też zostały powoli ucywilizowane? Na niektóre pytania postaram się odpowiedzieć przemierzając trasę wspólnej wędrówki.

Trasa naszej wyprawy w zależności od dojazdu i od warunków pogodowych będzie wiodła górami poprzez Sywulę, Przełęcz Legionów i Połoninę Czarną. Wyjeżdżamy z Krakowa w sobotę – 4 sierpnia w godzinach popołudniowych pociągiem do Przemyśla. Skład grupy stanowi: Maciek (kierownik wycieczki), Paulina, Rafał i ja. W Przemyślu dołączają Beata i Boguś. Jedziemy nocnym autobusem do Lwowa. W niedzielę docieramy do Kałuszna, a stamtąd już bezpośrednio w rejon Osmołody. Wysiadamy w okolicach Kuźmieńca. Pogoda nam sprzyja i szybko wchodzimy w pasmo Pasiecznego. Biwakujemy w domku myśliwskim pod szczytem Pasiecznego Wierchu (1485m n.p.m.). Rankiem (6 sierpnia, poniedziałek) trawersujemy grzbiet Serednej (1639), po czym osiągamy wierzchołek Wysokiej (1805). Stąd roztacza się fantastyczna panorama Gorganów. Podziwiamy zasłane głazami kotły przypominające fragmenty Tatr Zachodnich. Z Wysokiej idziemy przez Ihrowiec (1807) na Przełęcz Borewka (1344), aby zdobyć masyw Sywuli (1836) porośnięty miejscami kosówką i rozbić namioty tuż pod jego szczytem. Masyw ten jest dwuwierzchołkowy, składa się ze szczytu Małej Sywuli (1812) i Wielkiej Sywuli (1836). W okolicach Łopusznej (1772) spotykamy grupę Polaków. W czasie podchodzenia na Sywulę doświadcza mnie przykra przygoda z butami. Wielokrotnie klejone „Salomony” nie wytrzymują intensywnej wspinaczki i rozlatują się na ostrych kamieniach góry. Nie pomaga wiązanie podeszw sznurkami, prowizoryczna naprawa taśmą. Z trudem dochodzę do „bazy” (na przełączce między Wielką, a Małą Sywulą) i tak zasypiam w śpiworze bojąc się, że rankiem nie będę w stanie włożyć ich z powrotem na nogi.

Środa, 7 sierpnia. Pogoda cudowna, upał daje się we znaki. Schodzimy na Przełęcz Legionów (1065) poprzez Ruszczynę i grzbiet Taupiszyrki (1461). Gdzieniegdzie na jej zboczach rosną jeszcze limby. Zejście z Taupiszyrki jest dla moich nóg prawdziwą katorgą. Mam duże wątpliwości, czy uda mi się dokończyć wycieczkę. Na Przełęczy Legionów robimy dłuższy odpoczynek. Z kłopotliwej sytuacji ratuje mnie pewien Ukrainiec, który za nóż i 30 hrywien godzi się odstąpić swoje (rumuńskie) gumowce. Tak więc dalszą drogę kontynuuję w nietypowym dla gór obuwiu. Mijamy żelazny „Krzyż Legionów” z 1931 r. Jesteśmy na drodze przemarszu II Brygady Legionów Polskich, które w czasie I wojny światowej w październiku 1914 r. walczyły na wschodniokarpackim odcinku frontu. Widać jeszcze pozostałości walk krwawo tutaj toczonych. Tuż koło ścieżki leżą rdzewiejące łuski moździerzy i znaleziony przez Bogusia sowiecki nabój z 1939 r. Powoli wdrapujemy się na wierzchołek Pantyra (1225). Tu na polanie Rogodze Małe rozbijamy kolejny biwak. Wieczorem chłopaki pomagają Ukraińcom przy sianie, a reszta zbiera chrust na ognisko. Będzie smaczna kolacja.

W czwartek, 8 sierpnia wchodzimy na Pantyr (1225) i Durnie (1709). Po drodze mijamy dawne, polskie słupy graniczne z 1923 i 1924 r. Nieopodal pasą się konie. Atakujemy Gropę (1763) i Bratkowską Dużą (1792). Jesteśmy na Połoninie Czarnej. Na szczycie Bratkowskiej sporo Ukraińców. Ktoś szuka zagubionych w górach koni. Przy zejściu kosówka gęstnieje, a my schodzimy ścieżką w kierunku Rafajłowej. W lesie ścieżka gdzieś ginie, a więc podążamy jarem potoku Ruszczyniec. Biwakujemy nad jego brzegiem. W nocy słychać dalekie odgłosy burzy. Błyska się i troszeczkę kropi. Ranek jest jednak pogodny i powoli zwijamy obóz. Schodzimy grząską drogą dla bydła, nie licząc kilku przepraw przez rzekę Riczkę (ze względu na zrujnowane mosty). W Rafajłowej podziwiamy drewnianą cerkiew prawosławną zbudowaną w l. 1920-tych na miejscu spalonej w 1915 r.

Tutaj nasuwają się refleksje dotyczące trasy naszej wędrówki. W Gorganach do dziś liczne są ślady zniszczeń wojennych. Brak jest bazy turystycznej (schronisk, pól namiotowych, wyznaczonych szlaków). Dla porównania w l. 1920-tych istniało schronisko turystyczne na Chomiaku oraz dość duża liczba domków myśliwskich, które można było wykorzystywać w sezonie letnim. W dolinach były też leśniczówki i pasterskie szałasy. Obecnie Gorgany należy przemierzać wyłącznie z własnym namiotem, nie licząc na łatwy nocleg. W przyrodzie również zaszło sporo istotnych zmian. Nie ma już dużych obszarów porosniętych limbami (ze względu na wycinkę lasów). Zdarzają się natomiast obszary, gdzie limb jest jeszcze sporo (np. na zboczach Taupiszyrki). Znacznie zmniejszyło się pogłowie dużych zwierząt: niedźwiedzia, rysia, żbika, wilka, jelenia, dzika, a nawet mniejszej zwierzyny: zajęcy i saren. To wynik rabunkowo prowadzonej gospodarki leśnej i słabej sytuacji ekonomicznej Ukrainy. Obecnie prawie wszędzie kwitnie kłusownictwo (za cichym przyzwoleniem miejscowych władz). Zapewne nie ma się czemu dziwić, skoro we wsiach nie ma pracy, a w kraju panuje drożyzna. Właściwie przez cały czas trwania naszej wycieczki nie udało nam się zobaczyć choćby jednego większego kopytnego zwierzęcia, ujrzeć biegnącego zająca. Nad górami latały tylko kruki. W zaroślach przemknęła sójka. Smutny to obrazek i szczególnie przykry w jednym z najbardziej odludnych zakątków Europy. Może kiedyś sytuacja ekonomiczna na Ukrainie polepszy się na tyle, że kraj ten stać będzie na większą ochronę rzadkich gatunków roślin i zwierząt (z wyjątkiem kilku istniejących w Gorganach rezerwatów ścisłych). Czas to pokaże. Póki co, tu w Rafajłowej kończy się trasa naszej podróży na szlaku II Brygady Legionów Polskich w górach dzikich i niedostępnych, jakimi są jeszcze dzisiaj Gorgany.

Jerzy Stanisław Fronczek
konsultacja – Maciek Żemojtel


* z ulotki informacyjnej Klubu Karpackiego – czerwiec 2001.
Jerzy Stanisław Fronczek, konsultacja – Maciek Żemojtel