Wydawnictwo Zielone Brygady - dobre z natury

UWAGA!!! WYDAWNICTWO ZAWIESIŁO SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W 2008 ROKU. NIE REALIZUJEMY JUŻ ŻADNYCH ZAMÓWIEŃ.

Święte siedlisko człowieka

ŚWIĘTE SIEDLISKO CZŁOWIEKA

Pod takim tytułem w 1993 r. w Wielkiej Brytanii, USA i Australii ukazała się książka prof. Henryka Skolimowskiego. Urodzony w 1930 r. w Warszawie, prof. Henryk Skolimowski jest uczniem Tadeusza Kotarbińskiego i Kazimierza Ajdukiewicza, specjalizował się w logice i filozofii języka. Doktorat uzyskał na Uniwersytecie w Oxfordzie, gdzie także wykładał, zanim zaczął nauczać na Uniwersytecie Południowej Kalifornii w Los Angeles, a następnie w Ann Arbor, gdzie przez wiele lat był profesorem filozofii. Obecnie uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców ekofilozofii. W roku akademickim 1991/92 przy Politechnice Łódzkiej z inicjatywy prof. Skolimowskiego powstała pierwsza na świecie Katedra Filozofii Ekologicznej, a w Warszawie – Towarzystwo Przyjaciół Filozofii Ekologicznej.

W książce Święte siedlisko człowieka znalazłem opis, wart zacytowania – a może i dyskusji?

W latach dwudziestych naszego wieku pojawia się ważna ideologia artystyczna nazwana Bauhaus. Później nazwano ją Ruchem Międzynarodowym. Początkowo jest to ruch w architekturze. Jego mottem: forma podąża za funkcją. Po pewnym czasie to motto staje się głównym kryterium estetycznym. Tradycyjne kryteria piękna zostają odrzucone. Funkcja staje się przewodnią zasadą. Sama funkcja musi być racjonalna i musi być sterowana najlepszą, dostępną technologią. Od tego momentu zaczyna się dyktatura. Najbardziej zawansowane technologie dyktują w jaki sposób mają być projektowane i budowane domy i środowisko człowieka. Ten proces prowadzi w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych do konstrukcji bezdusznych blokowisk*) i otaczającego ich sterylnego środowiska. Technologia stała się hegemonem. Traktuje ona nasze tradycyjne kryteria artystyczne, nasze poczucie piękna, nasz wewnętrzny świat harmonii. Wynik tego poznaliśmy dobrze poprzez doświadczenie w ostatnim ćwierćwieczu.

Idea głosząca, że forma powinna podążać za funkcją, że technologia powinna determinować nasze środki i naszą praktykę, nie ograniczyła się do architektury. Rozlała się na inne domeny ludzkiej aktywności, włączając w to sztukę. Kryteria doskonałości są coraz bardziej zdeterminowane przez doskonałość techniczną. Artyści korzą się przed technologicznym bogiem, stąd tyle żelaznych i betonowych konstrukcji, które nie budzą ciepła w sercu.

W tym klimacie kryteria estetyczne słabną jeszcze bardziej, zwłaszcza że sztuka jest wykorzystywana w nowy sposób – jako towar, jako inwestycja. W tej nowej roli sztuka oraz artyści nie są oceniani pod względem ich artystycznej doskonałości, przez wewnętrzny walor ich sztuki, przez życiodajną jakość ich dzieł, ale przez rynkową wartość. Wartość rynkowa jest niezmiennie manipulowana przez właścicieli galerii i ludzi interesu, którzy często inwestują w sztukę bez najmniejszego zainteresowania istotnymi wartościami sztuki. W tym układzie rola artystów i sztuki samej jest jeszcze bardziej sparaliżowana (…).

Kiedy stopniowo pomniejsza się człowieka, forma w sztuce i sama sztuka zaczyna odzwierciedlać kondycję tej pozbawionej mocy kreatury, nazywanej “człowiekiem technologicznym”.

Wszelkie meandry i konwulsje nowoczesnej sztuki mogą być określone jako ekspresja życia samego. Tak, to prawda, ale prawda niekompletna. Rozbita sztuka, wyrażająca rozbitą kondycje człowieka to niewielki powód do dumy. Współczesna sztuka nie może usprawiedliwiać swoich wad i potworności oświadczeniem, że “podąża za życiem”, kiedy życie samo się zdegenerowało do stopnia patologii. Rozpad koherencji człowieka oraz sztuka wyrażająca agonię tego rozpadu, są zjawiskami paralelnymi. Są częściami tego samego procesu – rozpadu piękna. Z powodu symultanicznego rozpadu koherencji człowieka oraz ideału piękna, koncepcja sztuki i jej definicja ulegają rozpadowi podobnie jak sama kondycja ludzka; zostają zdeprecjonowane jak życie ludzkie, zostają obrzydzone jak kondycja naszego istnienia.

Dotarliśmy oto do racjonalnego wyjaśnienia konfuzji i arbitralności we współczesnym użyciu idei piękna, włączając w to apoteozę brzydoty, jako manifestację piękna. Nasza schizofreniczna kultura straciła swoją kotwicę, swój kierunek, swój cel. Stała się patologiczna, gwałtowna i koszmarna. W ramach tego procesu stworzyła sztukę na swój obraz. Dzięki swemu sprytowi nasza kultura (wszystkie kultury są bystre, włączając w to kulturę technologiczną) próbuje posłużyć się nami, by usprawiedliwić swój etos, abyśmy stali się przekonani o tym, że brzydota i piękno są zamienne, i że delikatność i brutalność są jedynie kwestią definicji. W ten sposób bezduszna kultura, która zniszczyła naszą duchowość i rozbiła pojęcie piękna, próbuje uczynić z nas skwapliwych i racjonalnych wspólników. Zmusza nas do racjonalizowania patologii kultury, która wyraża to, “co jest”. W głębi czujemy, że współczesna kultura budzi wstręt w naszej duszy i jest nieustajacą obrazą naszego poczucia piękna.


Podsumowując, społeczeństwo technologiczne jest nie tylko plastikowe, bez smaku, pogardliwe w stosunku do głębszych wartości. Jest także przebiegłe i sprytne. Udało mu się (lub prawie udało) przedefiniować kulturę i podporządkować ją etosowi konsumpcji i kultowi władzy. W drugiej połowie dwudziestego wieku jesteśmy świadkami nie tyle desperacji artystów awangardy, wdrażających siebie w nowy sposób, ile obalenia sztuki przez świat komercji, subtelnego przekupywania artystów, aby służyli nadrzędnym celom kultury technologicznej. Kiedy sztuka gloryfikuje szpetotę i przemoc, przemoc i szpetota świata zewnętrznego stają się aspektami naszej rzeczywistości wewnętrznej (…).

Jeżeli ta analiza technologii wstrząsa kimś, jako dziki atak na technologię, mogę powiedzieć jedynie to, że próbowałem po prostu postawić lustro przed tą nieczułą maszyną. Technologia stała się barbarzyńskim bogiem; bezlitosnym dla ludzkiej duchowości, ludzkiej czułości, dla wszystkiego, co kultura człowieka uważała za wielkie i szlachetne.

Cóż dodać do tej diagnozy naszego środowiska “naturalnego”? Uwagę, że okrzyk paryskiej kurtyzany “niech szczezną artyści!” (i architekci! ta szacowna dama najwyraźniej zapomniała o nich) – który Tadeuszowi Kantorowi posłużył za tytuł spektaklu – nieźle pasuje do całego wywodu.

Paweł Zawadzki

Henryk Skolimowski, Święte siedlisko człowieka, Polska Federacja Życia, Warszawa 1999.
*) Blokowiska mają na sumieniu jeszcze coś bardzo ważnego. Oto tradycyjna rodzina, składającą się z dziadków, rodziców, wnuków – w ciasnocie blokowego mieszkania uległa rozpadowi. Dzieci z kluczem na szyi, dzieci na ulicy (narkotyki), dziadkowie w domach starców, opuszczeni i zapomniani, małżeństwa, które się rozpadły wskutek koszmarnej ciasnoty mieszkania w bloku – to wszystko “zasługa” blokowisk. Warto o tym pamiętać!

Paweł Zawadzki