WWF Polska
Światowy Fundusz na rzecz Przyrody
Wiśniowa 38/1
02-520 Warszawa
tel. 0-22/849-84-69
fax 0-22/646-36-72
e-mail: Mkaczynska@wwf.pl
www.wwf.pl |
|
EUROPEJCZYCY CHCĄ WIĘCEJ LASÓW POD OCHRONĄ
|
WWF - Światowy Fundusz na rzecz Przyrody opublikował 24.4.2003 wyniki
badania opinii publicznej, przeprowadzonego w 12 krajach europejskich.
Ponad 93% ankietowanych Europejczyków uważa, że ochrona lasów jest
bardzo ważna, a 80% jest zdania, że w swoim kraju powinni mieć więcej
terenów leśnych objętych ochroną, w tym parków narodowych.
|
Badania, które przeprowadzone zostały w Wielkiej Brytanii, Francji, Grecji,
Norwegii, Austrii oraz w Polsce, Republice Czeskiej, na Litwie, Słowacji,
w Rumunii i Turcji, pokazują, jak silne jest poparcie społeczne dla ochrony
dziedzictwa naturalnego Europy. WWF podkreśla, że jedynym mechanizmem, który
pozwala w chwili obecnej skutecznie zabezpieczyć zróżnicowane bogactwo europejskich
lasów, jest prawna ochrona istniejących zasobów.
Wiemy od dawna, że objęte ochroną lasy są niezbędne, jeśli mamy zachować
bioróżnorodność naszego kontynentu. Teraz okazuje się również, że ochrony lasów
domagają się europejskie społeczeństwa - mówi Duncan Pollard, Dyrektor Europejskiego
Programu Leśnego WWF. Tematowi ochrony lasów poświęcano na ostatnich konferencjach
coraz mniej miejsca. Mamy nadzieję, że teraz ten trend się zmieni i problem zyska
w działaniach politycznych rangę priorytetową.
W opinii WWF obejmowanie ochroną to jedyna szansa na zachowanie najcenniejszych
terenów leśnych, w tym ostatnich naturalnych lasów Europy. Przetrwanie setek gatunków
jest uzależnione od utrzymania tych obszarów w nienaruszonym stanie. Lasy spełniają ponadto
niezwykle ważną rolę jako "zielone płuca" dla terenów zurbanizowanych, zaspokajając
jednocześnie potrzeby ludzi w zakresie wypoczynku i rekreacji. Wyniki badań wskazują,
że właśnie cele rekreacyjne skłaniają ogromną większość ankietowanych do odwiedzania
lasów objętych ochroną.
Badani są zdecydowanie przeciwni wycince drzew i polowaniom oraz rozbudowie sieci
dróg czy inwestycjom, które mogą stanowić niebezpieczeństwo dla obszarów chronionych.
- zwraca uwagę Robert Knysak, kierownik Programu "Lasy" WWF Polska. Niestety takie
właśnie działania są dzisiaj na porządku dziennym w wielu chronionych lasach w Europie.
Więcej informacji:
Robert Knysak - kierownik Programu "Lasy" WWF Polska, tel. 0-606/295-399
Stefan Jakimiuk - kierownik Projektu "Białowieski Park Narodowy" WWF Polska,
tel. 0-85/682-55-15 lub 0-606/856-777
Helma Brandlmaier, Communications Officer, WWF European Forest Programme,
tel. +43/1 48817 217, +43/676 83 488 217 (komórkowy)
Badanie opinii publicznej przeprowadził na zlecenie WWF niezależny instytut badawczy MARKET.
Odbyło się ono na przełomie lutego i marca 2003 r. We wszystkich krajach MARKET współpracował
przy jego przeprowadzeniu z instytutami badawczymi działającymi w ramach ESOMAR. Wyniki
badania można znaleźć pod adresem:
http://www.panda.org/about_wwf/what_we_do/forests/what_we_do/policy_events/mcpfe.cfm
LEŚNICTWO PRZYSZŁOŚCI
|
Jak wyglądają nasze lasy? Jakiego są zdrowia? Wieku? Jakości? Stopnia naturalności?
W przybliżeniu każdy człowiek jest zorientowany. Wiadomo, że lasy zmeliorowane
i osuszone to częste susze w połączeniu z pożarami. Jednogatunkowość i jednowiekowość
naszych lasów powoduje uwrażliwienie na gradację owadów i choroby. W połączeniu
z sadzeniem gatunków i odmian nieprzystosowanych do lokalnych warunków siedliskowych
daje częstokroć skutki katastrofalne. Jasnym jest, że sadziło się i hodowało to,
co przynosiło największe zyski i w taki sposób, żeby koszty były minimalne. Dopiero
kiedy pojawiły się pierwsze skutki w przyrodzie, okazywało się, że potrzebne są zmiany.
Osuszanie gruntów leśnych, wyrąb starodrzewi i polowania spowodowały wytępienie wielu
cennych, nie tylko dla człowieka, gatunków. Jako bardziej dochodowe, nie mające u nas
pasożytów i chorób sadzono gatunki z odległych części świata: dąb czerwony, sosna wejmutka
Towarzysząca temu gęsta sieć dróg pozwala wszystkim i wszędzie dojechać. Daje to
rezultat taki, że trudności z przetrwaniem mają płochliwe zwierzęta i poszukiwane
rośliny ozdobne. Podobnie jak rośliny introdukowano u nas w celach "sportowych" (łowieckich)
zwierzęta obce dla naszego środowiska: daniel, jenot, muflon, jeleń sika, bażant,
norka amerykańska, piżmak, choć niektóre z nich z hodowli przemysłowych uciekały same.
Nadmiernie wylesione stoki gór, zbocza pagórków i wydm ulegają erozji, a to sprzyja
nawet powstawaniu powodzi. Sumując, można powiedzieć, że jak do tej pory lasami
w naszym kraju i nie tylko u nas, dość często gospodarowano w sposób dewastatorski,
a nawet rabunkowy.
|
A jednak nie jest najgorzej. Przypatrując się gospodarce leśnej, a nawet łowieckiej,
krajów "bardziej cywilizowanych" i lepiej rozwiniętych, różne ciekawostki można dojrzeć.
Tak np. o lasach Francji, mówi się, że rosną w przydrożnych pasmach, a składają się ze zrębów
lub młodników. Podobnie w Szwecji, wg niektórych najbardziej ekologicznym kraju, stosuje się
wielkopowierzchniowe zręby zupełne. Kraje zachodnie importują np. z Polski zające i kuropatwy,
żeby miało co po polach biegać, bo u nich jakoś wyginęły.
Nie ma co jednak wpadać w euforię. Jeżeli cokolwiek powiedzieć o błędnej gospodarce leśnej,
Lasy Państwowe dużo mówią o bardzo dokładnym planie, którego co do ara i metra szcześciennego
muszą się trzymać. Tu wszystko jest przewidziane i zaplanowane. Uświadomił mnie kiedyś
pewien leśnik jednym zdaniem: "Panie, a kto mnie udowodni, że ja miałem na zrębie 700,
a nie 500 kubików? No kto?" (kubik to miara ilości pozyskanego na zrębie surowca drzewnego)
Wielkie są domy i supersamochody niektórych pracowników służby leśnej. Skąd się to wzięło?
Ze średniej krajowej jaką zarabiają? Niech mi nikt nie opowiada o dokładnym zaplanowaniu prac leśnych.
Tu sprawa jest podobna jak w przypadku naszych Posłów w Sejmie.
Minęło kilkadziesiąt (jak nie więcej) lat odkąd zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak.
Zachodzą już pewne pozytywne zmiany. Minister już jakiś czas temu wydał rozporządzenie o ekologizacji
leśnictwa i na papierze są już podstawy do działań. Za kolejne kilkadziesiąt lat będą pierwsze
konkretne zmiany w umysłach leśników, a kolejne pokolenie dożyje pierwszych wyraźnych zmian
w lasach. Już w tej chwili nie robi się zrębów większych niż 4 hektary, tyle że co kilka lat
jeden obok drugiego. Więc wielkie dziury w lesie i tak powstają. Często stosowane są
tzw. rębnie gniazdowe o średnicy nieraz 20 metrów. Wydają się one być mniej szkodliwe dla lasów,
jednak nie w przypadku kiedy są wykonywane obok siebie będąc oddzielonymi nieraz zaledwie
kilkoma drzewami. Oczywiście najlepiej gdyby wycinać w lesie tylko pojedyncze drzewa lub po kilka
naśladując w ten sposób przyrodę, ale i tak już jest lepiej niż było wcześniej. W rozporządzeniu
o ekologizacji leśnictwa jest mowa o tym, żeby pozostawiać lasom pojedyncze martwe
lub dziuplaste drzewa. Jakoś w lesie niewiele ich widać. Powoli zaczynamy stawiać pierwszy krok
w dobrą stronę, ale jeszcze zbyt wolno i opieszale.
W gospodarowaniu lub niegospodarowaniu zasobami leśnymi potrzebne jest, oprócz antropocentryzmu,
także podejście z "punktu widzenia" dzikiej przyrody. Skoro lasy mają teraz służyć nie tylko
zaspokojeniu materialnych potrzeb ludzi, ale też estetyczno-duchowych oraz potrzeb dzikiej przyrody,
to musimy też po części myśleć, jak byłoby lepiej z jej punktu widzenia.
Trzeba uświadomić sobie, że gospodarka lasu, zbliżona do naturalnych procesów i je naśladująca,
musi być oparta na zrozumieniu dzikiej przyrody jako całości, a także jej przedstawicieli
(na ile tylko to możliwe każdego z osobna). Przedstawiciele każdego gatunku w naszych lasach,
a nawet tych, które już u nas wyginęły, a żyją jeszcze w innych krajach (rosomak) muszą mieć możliwość
znalezienia tu domu. Utrzymanie się ich miałoby mieć miejsce bez bezpośredniej pomocy człowieka.
Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że w naszych lasach gospodaruje się zgodnie z rytmami
natury i prawidłowo. Dlatego też nie można w połowie drogi (dziś, wczoraj czy jutro) stwierdzić,
że realizacja nowego ww. rozporządzenia w sprawie lasów i ochrony przyrody to wszystko
co należało zrobić.
Trudno stwierdzić, który aspekt leśnej rzeczywistości jest priorytetowy, najważniejszy i powinien być
dopracowany przede wszystkim. Na pewno w każdym regionie, nadleśnictwie, powiacie, powinne istnieć
obszary leśne i bezleśne, którymi zarządza tylko przyroda, a zamieszkujące je zwierzęta mogą się
między nimi możliwie swobodnie przemieszczać. Jednocześnie jeżeli mamy wzorować gospodarkę leśną
na rytmach natury, należy oddać jej część lasów, żeby gospodarowała w nich samodzielnie, a nasza
tam rola sprowadzałaby się jedynie do obserwacji i nauki. Powinno się w każdym nadleśnictwie
zostawić po kilkanaście hektarów każdego występującego tam typu środowiska bez ingerencji.
Nawet jeżeli owe drzewostan wymagać będą jakiejś przebudowy, można "zlecić" jej wykonanie samej
przyrodzie i zobaczyć jak sama sobie radzi z niewłaściwymi na siedlisku gatunkami, jednowiekowością,
jednogatunkowością upraw leśnych. Leśnicy mają pewne obawy przed takimi nowościami, ponieważ
można by doprowadzić do tego, że "w lesie nie będzie wolno nic robić". Bynajmniej nie ma się co obawiać
zakazu wyrębu drzew, z których leśnictwo na chwilę obecną się przecież utrzymuje. Wielu - zarówno
leśników jak i przyrodników - jest przeciwnych stosowaniu zrębów zupełnych, osobiście także zmniejszyłbym
ich maksymalną powierzchnię do 1 hektara. Jednakże może okazać się, że w owych miejscach pozostawionych
dzikiej przyrodzie, które wymagają przebudowy drzewostanu, natura będzie gospodarowała właśnie
"zrębami zupełnymi", co oznacza, że zamiast stopniowo wymieniać np. sosnową monokulturę na właściwą
siedlisku buczynę od razu wszystkie "wytnie w pień" i zacznie od początku. Trudno wyobrazić sobie
zasiew buka, skoro najczęściej już go tam nie ma, jednak z reguły zasiew naturalny trwa latami,
stopniowo. A i skład gatunkowy nie zawsze będzie od razu właściwy siedlisku. Czasem
urośnie co tylko może, co jest w pobliżu. Poza tym "zręby zupełne" w przyrodzie zdarzają się
raczej rzadko.
Wnioskując z powyższego należałoby znaleźć pewne enklawy powierzchni kilkudziesięciu,
kilkuset hektarów o charakterze naturalnym lub o dużej mozaikowatości środowisk. Najlepiej
gdyby reprezentowały one wszystkie typy środowisk danego nadleśnictwa - po kilkanaście
hektarów każde. W tych enklawach należałoby przerwać prace leśne i zrezygnować z ich dalszego
wykonywania. Następnie miejscowa uczelnia lub sami odpowiednio wykształceni leśnicy mogą
prowadzić monitoring zmian zachodzących w ekosystemie. Czy wymagałoby to dużo pracy? Nakładów?
Trudno to stwierdzić. Myślę, że przyjazd raz na porę roku w celu dokonania ogólnych oględzin,
a raz na rok szczegółowych w pewnych powierzchniach próbnych, nie stanowiłby problemu.
Chodziłoby o stwierdzenie: czy w tym regionie, tym ekosystemie natura "gospodaruje" zrębami
zupełnymi, gniazdowymi czy przerębami? jakimi gatunkami (w stosunku do dostępnych) obsiewa
miejsca wolne? (ogólnie) czy jest tu więcej zwierząt czy też mniej (w stosunku do takich samych
ekosystemów ale zagospodarowanych)? poziom wód gruntowych podnosi czy obniża się? o ile?
Chodzi o podstawowe rzeczy, które następnie można by przełożyć (na miarę technicznych możliwości)
w gospodarowaniu innymi tego typu ekosystemami w nadleśnictwie. W tych miejscach zwierzęta
nie powinne być ani płoszone, ani zabijane, żeby zorientować się też co do ich funkcji
w tym terenie, stwierdzając np. na ile niszczą odnowienia?
Ponadto stwierdzić należy, że bardzo niewiele jest miejsc, w których przyroda czuje się
całkowicie swobodnie i ma to zapewnione trwale. Takie miejsca w różnych powierzchniach i różnych
środowiskach, należy naturze zapewnić (zwłaszcza bagniste oraz ekosystemy o charakterze naturalnym).
Następuje to już powoli przez np. ochronę terenów bagiennych lub rzadkich typów ekosystemów,
ale chodzi o trwałe zabezpieczenie i nie przewidywanie żadnej ingerencji. Nie można wszędzie
założyć ścisłych rezerwatów, ale można pewne tereny po prostu wyłączyć z gospodarowania.
"Las jest domem zwierzyny, a my o nią dbamy". To hasło trzeba naprawdę wprowadzić w życie.
Jeżeli las ma być domem zwierząt, to dlaczego chodzimy do ich domu i je w nim zabijamy?
Moralnie nie jest to w porządku. Skoro las ma być domem zwierząt, to niech będzie miejscem,
w którym nie czują się one zagrożone ze strony człowieka. W lesie mają bać się swoich drapieżników,
a nie ludzi. Nie ma już konieczności polowania w celu pozyskania mięsa. Może być polowanie
w celu ochrony płodów rolnych przed zwierzyną, ale to tylko na polach, nie w lesie. Zwolennicy
łowiectwa często używają argumentu, że zastępują drapieżniki naturalne zabijając te najsłabsze
i chore osobniki. Skoro tak to dlaczego najsłabsze osobniki mają najokazalsze trofea?
Czy największe (wręcz medalowe) porostki, poroża lub szable osobnika świadczą o jego
słabości fizycznej? Oczywiście nie jest tak w każdym przypadku, ale w wielu z nich ma miejsce
odstrzał najważniejszych dla populacji zwierząt. Jeżeli w okolicy pojawi się wilk, ryś
lub inny drapieżnik określonej zwierzyny, to nie ma co marudzić (a nawet nastawać na jego życie)
tylko przekazać mu pałeczkę. Naturalne drapieżniki już wróciły, więc dłużej nie trzeba
ich "zastępować", ale uwzględnić w planach odstrzału. Oznacza to, że trzeba zrobić rozeznanie,
w których miejscach (bo nie wszędzie) polują np. wilki i tam zaprzestać polowań na ich potencjalne
ofiary. Z moich obserwacji wynika, że nawet jeżeli wilki kręcą się po okolicy, to nie zaglądają
w każdy jej zakątek. Tak więc terytorium łowieckim, zarówno z nimi, jak i z innymi
drapieżnikami należy się podzielić, jeżeli tylko się one pojawiły. Zdaje sobie sprawę,
że wtedy ze strony kłusujących myśliwych, wrogów wilków pojawi się chęć "dobrania im się
do skóry", ale tak już jest i zmiany, o których pisałem, należy wprowadzić. Wilk był jedynie
przykładem, ale odnosi się to do wielu innych drapieżników, jak puchacz, bielik, lis.
Oczywiście nawet w przypadku istnienia drapieżników usprawiedliwione jest chronienie mienia
i niezebranych jeszcze płodów rolnych przed zwierzętami.
Jednym zwierzętom trzeba zapewnić dom, a innym wiele domów i możliwość między nimi wędrowania.
Tu chciałem zaznaczyć obecność i potrzebę ochrony tzw. korytarzy ekologicznych. Są to najczęściej
doliny rzeczne, pasma lasów, nieużytków, bagienek i starodrzewi, a czasem otwarta przestrzeń pól
i łąk między ostojami przyrody. Tereny, którymi przemieszczają się zwierzęta, a nawet wędrują
i zasiedlają je rośliny. Dosyć łatwo zauważyć je na mapie przez położenia pomiędzy zakątkami
cennymi przyrodniczo lub w terenie po ich aktualnym użytkowaniu (liczniejsze niż w innych
okolicach tropach zwierząt, ich napotykanie nieraz przy braku potencjalnych miejsc odpoczynku).
Nawet jeżeli korytarze ekologiczne nie są w jurysdykcji służb leśnych, powinny one wyrażać nimi
swoje zainteresowanie zwłaszcza, że najczęściej są jedynymi ludźmi w okolicy, którzy mają o tym
jakieś pojęcie. Należy przez to zaznaczać obecność korytarzy ekologicznych władzom samorządowym
i potrzebę ich ochrony krajobrazowej przed zabudową i inwestycjami doprowadzającymi do ekologicznej
bezużyteczności. Na ogół są to pola, łąki, lasy i bagna, które powinno się zostawić w stanie,
w jakim się znajdują w chwili obecnej, co z reguły nie wymaga zmiany planów zagospodarowania
przestrzennego w gminie.
Do prawidłowego funkcjonowania lasom jest potrzebna różnorodność drzew, różnogatunkowość
(za wyjątkiem niektórych ekosystemów posiadających w swej naturze skład kilkugatunkowy),
wiele drzew dziuplastych, starych i martwych. O pozostawienie tych ostatnich należy zadbać.
Potrzebna jest odpowiednia wilgotność terenu, a więc czas skończyć z osuszaniem powodującym
susze i pożary. Z naszego lokalnego rozeznania wynika, że miejsca te stanowią z reguły
około 5-8% nadleśnictwa i to w dużej mierze tereny podmokłe lub o słabej przydatności ekonomicznej.
W obliczu tego, że LP i tak nie wycinają tylu metrów sześciennych, na ile pozwalają plany,
bo rośnie cena i ponoć spada popyt na drewno, nie byłoby dużych strat w zyskach z powodu
oddania tych miejsc w jurysdykcję dzikiej przyrodzie.
Zmiany w lasach prawdopodobnie muszą zacząć się od zmian rewolucyjnych w samych służbach leśnych.
Muszą się nimi zająć ludzie o myśleniu naprawdę racjonalnym, ani radykalni ekolodzy, ani ci,
dla których wyznacznikiem działania jest rachunek ekonomiczny lub dla których łowiectwo
jest sportem, ale ci, dla których racjonalność opiera się na myśleniu etycznym, moralnym
i przyszłościowym. Trzeba dać przy tym szansę młodym, wykształconym leśnikom, którzy chcą
wprowadzać zmiany, a którzy obecnie nie są dopuszczani do głosu. Potrzeba leśników już
nie techników, ale magistrów i doktorów. Okazuje się bowiem, że nie wystarczają niezbyt
szybkie reakcje skostniałych struktur, jakie stanowią w dużej mierze współczesne służby
leśne dobrze okopane w lekko przestarzałym podejściu do lasu. Jakże wiele bowiem jest
przypadków wykształconych, bezrobotnych leśników, którzy mają jeszcze jakieś szczytne
cele (jednocześnie na służbie jest wielu ludzi, którzy długo już pracują w lesie i mają
doświadczenie niewykorzystywane dla dobra lasu).
Służby leśne nie mogą wprowadzać zmian i innowacji w gospodarce leśnej pod przymusem.
Nie powinno być tak, że robi się tylko to, co minister lub ustawa nakazuje. Ponieważ nakazuje
robić strefy ochronne wokół gniazd rzadkich ptaków, to się robi, ale że tworzenie nowych
form ochrony przyrody jest jedynie wskazane, to się ich unika. Wszelkie pozytywne zmiany
winne wynikać z dobrej woli leśników, ale jeżeli się nie da, będą musiały następować
pod naciskiem i przymusem, w atmosferze ciągłego napięcia i konfliktu. Mam nadzieję,
że nie sprawdzi się tu pewna reguła: "żeby coś się zmieniło musi wymrzeć stare pokolenie".
Znów padnie zasadnicze pytanie: a kto za te zmiany ma zapłacić? Znów odpowiem pytaniem
na pytanie: a jakie miałyby tu wystąpić koszty? A kto płaci za kolejne bzdurne osuszanie
lasów? Kto płaci za wystawne siedziby i biura służb leśnych podczas gdy np. straż leśna
jeździ rupieciami? Kto płaci za wyhodowanie sadzonek, podczas gdy zaleca się zasiew naturalny?
Kto płaci za zakup i introdukcje obcych gatunków w nasze środowisko? I wiele innych oszczędności,
które można w LP przeprowadzić, a o których leśnicy i NIK dobrze wiedzą.
Osobom, które publicznie zabierają głos na ten temat, dość często zarzuca i udowadnia się,
że nie wiedzą o czym mówią, bo nie znają się na leśnictwie. Jedni się znają, inni mniej, trzeba
jednak postawić kilka zasadniczych w tej kwestii pytań: czy trzeba się znać na leśnictwie by zauważyć,
że osuszenie lasów spowodowało większą częstotliwość występowania susz i pożarów lasów?
Czy trzeba znać się na leśnictwie by zauważyć, że jednowiekowość i jednogatunkowość upraw
leśnych spowodowały uwrażliwienie i większą częstotliwość występowania chorób i gradacji owadów?
Czy trzeba znać się na leśnictwie, by zauważyć, że wyginęły pewne gatunki zwierząt na skutek
braku martwych i dziuplastych drzew? Czy trzeba znać się na leśnictwie, by zauważyć, że intensywne
odstrzały wytępiły pewne gatunki zwierząt? Czy trzeba znać się na leśnictwie by zrozumieć,
że wycięcie lasów górskich spowodowało zwiększenie i zwielokrotnienie pogromu, jakim są powodzie?
Nieraz już słyszałem o 300 latach tradycji polskiego leśnictwa i doświadczeniu, jakie uzyskano.
Cóż, osobiście wynoszę z tego jedną naukę. Natura stworzyła dobry system funkcjonowania przyrody,
a my powinniśmy ją nie poprawiać, ale gospodarując lasami użytkowymi naśladować.
Sebastian Sobowiec
Towarzystwo Obrony Przyrody OSTOJA
Metalowców 6/41, 39-432 Gorzyce
ptasznikstrasznik@interia.pl
www.krizz2000.republika.pl
|